Czwartkowe ciaptanie Skrzatów — co kryje się za zabawą masami sensorycznymi

Drużyna 7 Krasnoludków · Kadra przedszkola ·

W naszej grupie żłobkowej Skrzatów (najmłodsze, dwuletnie i trzyletnie Krasnoludki) jest jedno słowo, które wszyscy znają i które wszyscy uwielbiają: ciaptanie. To nasze własne, wewnętrzne, autorskie określenie. W żadnym słowniku polskim go Państwo nie znajdą. Ale w każdej naszej Skrzackiej sali, w każdy czwartek, słyszy się to słowo dziesiątki razy: „kiedy ciaptamy?”, „dziś ciaptamy?”, „ja chcę ciapać!”. Mała powtarzalna sylaba „ciap” — onomatopeja mlaskania, ugniatania, tarmoszenia mas. Doskonale opisuje to, co Skrzaty robią z masami sensorycznymi w nasze czwartkowe popołudnia.

W tym artykule chcemy opowiedzieć Państwu, co konkretnie dzieje się podczas naszego czwartkowego ciaptania, co buduje się w głowie Skrzata, kiedy ugniata, miesza i odmierza, i dlaczego masy sensoryczne uznajemy za jedno z najpotężniejszych narzędzi rozwojowych w naszej całej ofercie.

Co to są masy sensoryczne i dlaczego są takie ważne

Masa sensoryczna to ogólny termin na każdą plastyczną, miękką, dotykalną substancję, którą Dziecko może swobodnie ugniatać, formować, przesypywać i mieszać. Klasycznie do tego zalicza się: ciasto solne (mąka + sól + woda), masa porcelanowa (mąka kukurydziana + balsam do ciała), masa aksamitna (mąka + olej), kinetyczny piasek, modelina, gnioty, mokrą piankę, sztuczny śnieg z pianki golarskiej. Każda z tych mas ma inne właściwości — inną gęstość, inną przyczepność, inną teksturę, inny zapach. I każda z nich uruchamia w mózgu Dziecka inne neurologiczne mechanizmy.

Pierwszą funkcją mas sensorycznych jest trening motoryki małej. Dwu- czy trzylatek, który ugniata przez dziesięć minut bryłę ciasta solnego, wykonuje setki precyzyjnych ruchów dłonią i palcami. Mięśnie palców pracują pod oporem (co buduje siłę chwytu). Skóra otrzymuje silny sygnał dotykowy (co rozwija wrażliwość receptorów). Stawy nadgarstka i palców są obciążane (co rozwija propriocepcję). Wszystko to robi się w sposób, którego Dziecko nie odczuwa jako pracy — tylko jako fascynującą zabawę.

Drugą funkcją jest regulacja emocjonalna. Tu przechodzimy do mechanizmu, którego Państwo prawdopodobnie sami doświadczyli, choć go nie nazwali: kiedy człowiek ma w dłoni miękką, plastyczną masę i może ją ugniatać — uspokaja się. Powolne, rytmiczne, propriocepcyjne ruchy dłoni mają wyraźnie kojący wpływ na układ nerwowy. To samo, co antystresowe gnioty dla dorosłych — ale w wersji dla dwulatka, w postaci kawałka ciasta solnego.

W praktyce widzimy to codziennie. Skrzat, który przyszedł do nas o ósmej rano zdenerwowany rozstaniem z mamą, po dziesięciu minutach ugniatania ciasta jest spokojny. Nie dlatego, że ktoś go pocieszał — choć też. Ale przede wszystkim dlatego, że jego mózg, zaangażowany w prostą, miękką, dotykową aktywność, naturalnie obniżył poziom kortyzolu i wszedł w tryb regulacyjny. To jest mechanizm zbliżony do tego, co dorośli osiągają przy medytacji, jodze albo lepieniu z gliny. Dwulatek osiąga go przez ciaptanie.

Trzecią funkcją jest uczenie się przez eksperyment. Skrzat, który dosypuje wody do mąki i widzi, że masa zmienia się z proszku w miękkie ciasto, robi pierwszy w życiu eksperyment chemiczny. Nikt mu nie tłumaczy chemicznej teorii absorpcji wody przez gluten. Ale w jego mózgu zachodzi już bardzo realny proces nauki — „kiedy dodaję A do B, powstaje C”. Z takich pierwszych obserwacji rośnie potem dorosła ciekawość świata.

Czwartkowy rytuał Skrzatów — krok po kroku

W naszej Skrzackiej sali ciaptanie ma swój ścisły rytuał. Nie improwizujemy — bo dwulatek potrzebuje przewidywalności, w której dopiero potem może się rozprężyć i bawić.

Krok pierwszy — zakładamy fartuchy. Każdy Skrzat ma swój własny, dziecięcy fartuch w kolorach naszej grupy. Zakładanie jest pierwszym sygnałem: „teraz robimy coś poważnego, jesteśmy kucharzami”. Trwa to kilka minut, bo dwulatki ubierają się powoli — ale właśnie ten powolny rytuał ustawia mózg na koncentrację.

Krok drugi — odmierzamy składniki. Każdy Skrzat dostaje miarkę i miseczkę. Pani podaje przepis — „dwa kubeczki mąki, jedna miarka soli, trochę oleju, woda do gęstości”. Skrzaty odmierzają same, pod nadzorem. Tu dzieje się fenomenalna rzecz: dwulatek, który dopiero zaczyna rozumieć, czym jest ilość, doświadcza jej fizycznie. „Dwa to znaczy raz i jeszcze raz”. To jest pierwsze, ucieleśnione doświadczenie matematyki. Bardzo daleko od formalnego liczenia — ale głębokie i trwałe.

Krok trzeci — wsypujemy do dużej miski. Każdy Skrzat dosypuje swoje. Tu nawiązuje się też pierwszy wymiar wspólnotowy: „nasze ciasto powstaje z naszych wkładów. To, co jest moje, dodaje się do tego, co jest twoje, i razem robimy coś nowego”. Dla dwulatka to jest jedna z pierwszych w życiu lekcji o współpracy — zupełnie nieintencjonalnie wpleciona w kuchenny rytuał.

Krok czwarty — mieszamy. Tu zaczyna się prawdziwe ciaptanie. Każdy Skrzat dostaje kawałek powstałego ciasta na osobny stolik. Można je ugniatać dłońmi. Można je ugniatać piąstkami. Można je rozsmarowywać. Można je przesypywać przez palce. Przez następne dwadzieścia minut sala wygląda jak małe laboratorium. Każdy Skrzat zaangażowany w swoje ciasto, czasami dyskutując z sąsiadem, czasami obserwując po cichu.

Krok piąty — ozdabiamy i barwimy. Czasami dodajemy barwniki spożywcze, czasami brokat, czasami suszone zioła pachnące cynamonem. Każdy taki dodatek jest dla dwulatka małym świętem. „A co się stanie, jak dodam czerwony? A teraz zielony? A oba razem?”. Mały Krasnoludek dosypujący barwniki to obraz, który wzrusza nawet najbardziej doświadczonych pedagogów.

Krok szósty — formujemy. Z gotowej masy każdy Skrzat formuje coś własnego. Czasami to są bałwanki, czasami pieski, czasami abstrakcyjne kształty. Formowanie kuleczek, wałeczków, plasterków to dla dwulatka jedne z najtrudniejszych ruchów dłoni — i właśnie dlatego jest to taki dobry trening.

Krok siódmy — zmywamy i sprzątamy. Każdy Skrzat zmywa swoją deskę, swoją miseczkę, swoją łyżeczkę. Pod nadzorem pani, w zlewozmywaku przystosowanym do dziecięcego wzrostu. To jest jedna z naszych najważniejszych zasad: kto ciapta, ten też sprząta. Bo to też jest część rytuału — i bardzo wartościowa, bo uczy odpowiedzialności i zamknięcia procesu.

Cały rytuał trwa około godziny. Po jego zakończeniu Skrzaty są spokojne, zmęczone w dobrym sensie i zwykle bardzo głodne. Bo ciaptanie, mimo że wygląda jak siedząca aktywność, fizycznie wymaga sporo energii.

Co buduje się w mózgu Skrzata podczas jednego czwartku

Jeden czwartek to godzina ciaptania. W skali tej godziny w dziecięcym mózgu zachodzą cztery równoczesne procesy.

Proces motoryczny. Setki precyzyjnych ruchów palcami i dłońmi. Ugniatanie pod oporem. Formowanie kuleczek (chwyt szczypcowy). Przesypywanie (kontrola siły). Każdy z tych ruchów buduje połączenia neuronalne między mózgiem a dłonią. To są te same połączenia, które za kilka lat zostaną wykorzystane do trzymania długopisu, używania nożyczek, wiązania butów.

Proces sensoryczny. Dotyk. Zapach. Wzrok. Słuch (cichy szelest masy). Czasem smak (gdy Skrzat odważy się polizać, co się czasem dzieje). Multisensoryczna stymulacja, która dla dwulatka jest jedną z najlepszych form karmienia rozwijającego się układu nerwowego.

Proces emocjonalny. Powolne ugniatanie obniża napięcie. Skrzat, który przyszedł zdenerwowany, się uspokaja. Skrzat, który był rozproszony, zaczyna się skupiać. Skrzat, który był nieśmiały, podchodzi bliżej do innych. Wspólne robienie czegoś jest najpotężniejszym katalizatorem grupowym, jaki znamy.

Proces poznawczy. Eksperyment. Liczenie. Rozumienie ilości. Odkrywanie zmian (suche → mokre, miękkie → twarde, jasne → ciemne). Pierwsze przyczynowo-skutkowe obserwacje. Pierwsze hipotezy. Pierwsze rozczarowania, kiedy hipoteza się nie sprawdza („ja myślałem, że jak doleję więcej wody, będzie jeszcze gęstsze, a wyszło rzadkie”).

Wszystkie te cztery procesy zachodzą równocześnie, w tej samej godzinie. Mało jest aktywności na świecie, które dają tak gęstą edukacyjnie godzinę dla dwulatka. I dlatego u nas jest co czwartek.

Co Rodzic może zrobić w domu

Domowe ciaptanie nie wymaga ani specjalnych umiejętności, ani kosztownych przyborów. Wystarczy mąka i sól. Najprostsza receptura:

Klasyczne ciasto solne. Dwa kubki mąki pszennej + jeden kubek soli kuchennej + jeden kubek wody + łyżka oleju. Wymieszać, ugniatać, aż powstanie elastyczna masa. Można przechowywać w lodówce w plastikowym pudełku przez tydzień. Można barwić — kropla farby do potraw na kawałek ciasta. Można aromatyzować — szczypta cynamonu, kakao, lawendy.

Masa porcelanowa. Pół kubka mąki kukurydzianej + pół kubka balsamu do ciała. Wymieszać, dolewać balsamu, aż powstanie miękka, elastyczna masa. Pachnie pięknie, jest aksamitnie gładka, dziecięca dłoń ją uwielbia.

Sztuczny śnieg. Pełen kubek pianki golarskiej + dwie łyżki proszku do pieczenia. Wymieszać, aż powstanie chłodna, lekka masa. Świetna alternatywa dla śniegu w środku lata.

Masa kinetyczna domowa. Cztery kubki mąki kukurydzianej + jeden kubek wody + odrobina oleju. Wymieszać aż powstanie ciekawa „nieciecz” — coś, co pod naciskiem zachowuje się jak ciało stałe, a w spokoju jak ciecz. To jest fascynujące dla każdego wiekowo.

Najważniejsze zasady domowego ciaptania:

Postawcie obrus na podłodze. Bez obrusu masa wszędzie. Z obrusem — sprzątanie zajmuje dwie minuty.

Nie ograniczajcie Dziecka „nie wolno tak robić”. Niech ugniata, jak chce. Niech rozwala, jak chce. Niech eksperymentuje. To jest zabawa swobodna, nie nauka. Dziecko, któremu Rodzic ciągle „pokazuje”, jak ma to robić, traci radość.

Nie sprzątajcie za szybko. Dziecko, które dopiero zaczyna ciaptać, potrzebuje co najmniej dwudziestu minut, żeby się rozkręcić. Jeśli Państwo po pięciu minutach mówicie „dosyć, sprzątamy” — Dziecko nigdy nie wejdzie w głębszy rytm zabawy.

Włączcie się. Najlepsze ciaptanie to wspólne. Państwo z Dzieckiem, każdy z własnym kawałkiem ciasta, każdy lepi swoje. Wspólna obecność jest dla Dziecka najsilniejszym sygnałem, że to, co robi, jest ważne.

Przechowujcie. Po ciaptaniu masa nie jest „zużyta”. Można ją włożyć do plastikowej miski z pokrywką, do lodówki, i wykorzystać następnego dnia. Tylko sól w cieście służy też jako konserwant.

„Ciapu ciap, ciapu ciap”

W naszej Skrzackiej sali co czwartek po ciaptaniu, kiedy już posprzątane, fartuchy zdjęte i ręce umyte, śpiewamy razem małą rymowankę: „ciapu ciap, ciapu ciap, każdy Skrzat coś robić chap, mąka, woda i już mam, świat na nowo zrobić sam”. Nie jest to wielka poezja. Ale Skrzaty znają ją na pamięć i czasem nucą ją sobie pod nosem, kiedy bawią się masą w domu.

I to jest dla nas najpiękniejsze. Bo to znaczy, że nasze czwartkowe ciaptanie nie jest „aktywnością przedszkolną zamkniętą do soboty”. Ono ciągnie się dalej. Wraca do domu. Wraca w niedzielnej kuchni, kiedy mama lepi pierogi i Skrzat prosi: „a mogę ja też ugniatać?”. Wraca wieczorem, kiedy Dziecko w łóżku samo do siebie mruczy „ciapu ciap”. Wraca jako wspomnienie, które zostaje na lata.

A wszystko zaczęło się w jeden zwyczajny czwartek, kiedy w naszej Skrzackiej sali padło proste pytanie: „Skrzaty, ciapamy?”.

I oczywiście odpowiedź była: „taaaak!”.


Zobacz reel z naszego czwartkowego ciaptania →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu