Fabryka Zająca Wielkanocnego — dzień 3, czyli środa, w którą do przedszkola przyszły kurczęta, kaczki i krocionogi

Drużyna 7 Krasnoludków · Kadra przedszkola ·

W naszej Fabryce Zająca Wielkanocnego każdy dzień ma swoje miejsce w narracji. Poniedziałek otwiera tydzień — Krasnoludki dostają fartuszki, identyfikatory, swoje pierwsze produkcyjne zadania. Wtorek wprowadza w rytm pracy — pierwsze zlecenia, pierwsze koleżeńskie spory o to, kto piecze, a kto maluje. Czwartek wprowadza zagadkę — Wiatr Psotnik chowa składniki, dzieci muszą je odnaleźć. Piątek to wielkie odkrycie — schowane prezenty, finał całej tygodniowej historii.

A środa? Środa to oddech.

Środa to dzień, w którym Fabryka Zająca robi krótką przerwę od własnej narracji i wpuszcza do sali coś, co przypomina wszystkim — Dzieciom i nam, dorosłym — po co tak naprawdę przeżywamy Wielkanoc. Środa to dzień zwierząt. Tej środy do naszej Fabryki przyszły kurczęta, kaczki i, dla efektu zaskoczenia, krocionogi. I był to jeden z najpiękniejszych dni całego tygodnia.

Dlaczego środa, a nie poniedziałek

Pedagogika dnia tematycznego, którą u nas rozwijamy od lat, opiera się na precyzyjnym myśleniu o tym, co kiedy zachodzi w głowie Dziecka. Nie wszystko można dać w pierwszym dniu. Nie wszystko działa, kiedy Dziecko nie jest jeszcze w narracji. Tydzień tematyczny działa wtedy, kiedy każdy element ląduje w odpowiednim momencie emocjonalnej krzywej.

Poniedziałek to ekscytacja, której Dziecko nie potrafi jeszcze zorientować. Wtorek to pierwsze zaangażowanie. A dopiero środa — środek tygodnia, dzień, w którym Dziecko jest już w temacie po uszy, ale jeszcze nie zmęczone — jest momentem, w którym można dać coś bardzo specjalnego. Coś, co działa silniej, niż działałoby pierwszego dnia, kiedy emocji jest za dużo, żeby je objąć.

Zwierzęta są właśnie takim elementem. Wprowadzone w poniedziałek byłyby dla Dziecka jednym z wielu nowych wrażeń — i pewnie szybko zatarłyby się w gąszczu pierwszych dni. Wprowadzone w środę, kiedy Dziecko już rozumie, że ten cały tydzień jest o czymś szczególnym — stają się kulminacją. Małym, cichym, ale głębokim wydarzeniem.

Co konkretnie się działo

Środowy poranek zaczął się normalnie — Krasnoludki w fartuszkach, identyfikatorach, gotowe do pracy. A potem do sali wjechały transportery. Najpierw kurczęta. Potem kaczki. A na końcu — coś, czego Dzieci nie spodziewały się w ogóle — pojemnik z krocionogami.

Kurczęta były pisklętami. Małymi, żółtymi, jeszcze ledwo trzymającymi się na nóżkach. Każde Dziecko mogło wziąć kurczę w dłoń, poczuć ciepło, zobaczyć, jak puch przykrywa cieniutkie nóżki. Niektóre kurczęta zasypiały od razu w dłoniach — bo dla pisklaka ciepło i bezpieczeństwo dłoni Dziecka są dokładnie tym samym, co ciepło i bezpieczeństwo gniazda. Dziecko, które trzyma w dłoni śpiące pisklę, czuje to bez słów. Czuje, że stało się czyimś gniazdem.

Kaczki były nieco starsze i mniej śpiące. Ich rola była inna — wprowadzić ruch, plusk, śmiech. Skrzaty, najmłodsza grupa, najbardziej śmiały się z kaczek. Bo kaczki w przeciwieństwie do wszystkich innych zwierząt, które do nas przychodzą, dziobią po butach, podchodzą blisko, kwaczą głośno, rozhulane jak najmłodsze same Krasnoludki. Trzylatek widzący kaczkę po raz pierwszy w życiu widzi w niej swojego krewnego.

A krocionogi? To była niespodzianka. Krocionóg to nie jest pierwsze zwierzę, jakie przychodzi nam do głowy w kontekście Wielkanocy. Ale właśnie dlatego pojawił się tego dnia. Bo Dzieci, które już oswoiły się z kurczętami i kaczkami, były gotowe na coś dziwnego. Coś, czego się nie spodziewają. Coś, co najpierw budzi „fuj!”, a potem — przy bliższym spotkaniu — staje się fascynujące.

Krocionóg jest fascynujący. Ma sto par nóg. Porusza się falą — nóżki przesuwają się w kolejności, jak instrument muzyczny. Kiedy się go dotyka palcem, lekko podwija się, jak gdyby się kłaniał. Nie gryzie, nie żądli, nie ucieka — leży w dłoni i rozgląda się, ile można rozglądać się bez oczu. Krasnoludki, które na początku patrzyły z dystansem, w połowie zajęć już prosiły, czy mogą wziąć krocionoga jeszcze raz.

Co Dziecko buduje, kiedy poznaje krocionoga

Tu chcemy być z Państwem szczerzy — wprowadzenie krocionoga do sali wielkanocnej nie jest oczywiste. Można było zostać przy klasycznym kurczęciu. Można było dorzucić jeszcze królika. Po co krocionóg?

Bo Dziecko, które przeżyje moment „fuj, ale fascynujące”, ćwiczy coś, czego w innych okolicznościach nie ćwiczy nigdy. Ćwiczy zdolność do otwierania się na to, co obce. Ćwiczy myślenie typu „nie znam tego, ale spróbuję”. Ćwiczy postawę naukowca, który wobec dziwnego owada nie zatrzaskuje się, tylko podchodzi i pyta. Ta postawa w dorosłym życiu jest na wagę złota, a w dzieciństwie buduje się dokładnie w takich momentach.

Dziecko, które dziś po raz pierwszy w życiu trzymało krocionoga, jutro inaczej spojrzy na pajączka pod łóżkiem. Pojutrze inaczej spojrzy na żabę nad stawem. Za dziesięć lat, kiedy będzie w klasie biologii, inaczej spojrzy na cykl ekosystemu. Bo będzie miało w głowie wspomnienie: znałem już raz takie dziwne stworzenie. Nie było straszne. Było ciekawe.

W pedagogice mówi się czasem o „efekcie ekspozycji” — Dziecko, które ma kontakt z różnorodnością bytów, samo staje się otwartsze na różnorodność. Lubi więcej rzeczy. Boi się mniej rzeczy. Dziwi się chętniej niż odrzuca. To jest postawa, którą chcemy budować w naszych Krasnoludkach. Krocionóg w środę Fabryki Zająca jest jedną z cegiełek tego budowania.

Empatia, która rośnie z drobnych

We wszystkich naszych grupach dzień zwierząt zostawia ślad, którego nie zostawia żaden inny dzień. Jest w nim coś szczególnego — bo Dziecko spotyka kogoś. Małą żywą istotę, która zależy od dorosłych, podobnie jak ono samo zależy od swoich. Ten paralelizm Dziecko czuje, choć nie umie go nazwać.

Pisklę w dłoni jest doskonałą szkołą tego, czym jest delikatność. Bo Dziecko, które trzyma kurczę, słyszy od dorosłego zwykle dwa słowa: „bardzo delikatnie”. I to wystarczy. Dziecko samo, czując kruchość pisklaka, wie, jak je trzymać. Nie ściska. Nie podrzuca. Prowadzi dłoń tak, żeby kurczę mogło spać. To jest moment, w którym Dziecko uczy się gestów opieki — które są fundamentem opieki w późniejszym życiu, niezależnie od tego, czy będzie dotyczyła zwierzęcia, młodszego rodzeństwa, partnera, własnych dzieci.

Kaczka uczy czego innego — radości z tego, że ktoś inny się bawi. Bo kaczka się bawi. Kwacze, biega, dziobi po podłodze, wpada w wodę. I Dziecko widzi, że ta radość jest realna, że kaczka jest w stanie się cieszyć. Dziecko, które widzi cudzą radość i samo się z niej cieszy — uczy się empatii pozytywnej. To rzadka odmiana empatii, o której rzadko się pisze, ale która w dorosłym życiu ratuje przed zazdrością i pozwala cieszyć się sukcesami innych.

A krocionóg? Krocionóg uczy najtrudniejszego. Empatii wobec tego, co dziwne. Empatii wobec stworzenia, które nie jest sympatyczne na pierwszy rzut oka. Empatii wobec tego, co większość ludzi by zdeptała. Dziecko, które nauczy się szanować krocionoga, nauczy się szanować całą resztę żywego świata — także jego mniej fotogeniczne fragmenty.

Środa w narracji tygodnia

Wracając do pedagogiki tygodnia tematycznego — dzień zwierząt w środku tygodnia robi jeszcze jedną rzecz, której nie zauważa się od razu. On uziemia. Bo cały tydzień jest opowieścią o Wielkanocy, o tradycji, o pisankach, o babce, o zającu. To wszystko jest pięknie, ale to wszystko jest narracją. Dziecko jest w opowieści.

Środa wprowadza coś, co opowieścią nie jest. Krocionóg jest realny. Pisklę nie jest postacią z bajki — jest stworzonkiem, które za chwilę zostanie zabrane przez opiekuna, dorośnie i stanie się kurą. Ten kontrast między opowieścią a realnością jest w pedagogice bardzo cenny. Bo Dziecko uczy się w nim, że opowieść (Wielkanoc, święta, tradycja) i rzeczywistość (kurczęta, kaczki, prawdziwa wiosna) są w jakiś sposób połączone. Że wielkanocny zając symbolizuje coś — wiosnę, odrodzenie, nowe życie — co naprawdę istnieje. Pisklę jest dowodem. Nie postacią z opowieści, tylko nowym życiem, które właśnie się zaczęło.

W tym kontekście dzień zwierząt zyskuje nową warstwę. Jest świętem wiosny, świętem nowego życia, świętem płodności natury — czyli dokładnie tym, czym była Wielkanoc, zanim stała się świętem religijnym. To jest bardzo głęboka, bardzo stara, bardzo prawdziwa pedagogika. I właśnie dlatego, kiedy Krasnoludki w piątek, ostatniego dnia Fabryki Zająca, wracają do swoich tematów, niosą w sobie coś więcej niż tylko opowieść. Niosą doświadczenie wiosny, której pisklę było uosobieniem.

Co Rodzic może zrobić

Wielkanoc w Polsce to święto, które wciąż mocno trzyma się tradycji. Wykorzystajmy to. Niech Państwo, idąc z Dzieckiem przez święta, nie skupiają się tylko na pisankach i mazurku. Niech to święto będzie też świętem wiosny. Niech Dziecko zauważy, że zakwita wszystko, że są pierwsze pąki, że wracają jaskółki, że na łąkach pojawiają się jagnięta. Wielkanoc bez tej warstwy jest świętem o połowę uboższym.

Można też w okolicach Wielkanocy odwiedzić jakieś gospodarstwo z młodymi zwierzętami. Wiele gospodarstw agroturystycznych specjalnie organizuje na ten okres dni otwarte z pisklętami, jagniątkami, koźlętami. Dziecko, które potrzyma w dłoni jagnię na Wielkanoc — będzie tę Wielkanoc pamiętać do końca życia.

I jeszcze jedno — niech Państwo nie unikają „dziwnych” zwierząt. Kiedy Dziecko zauważy ślimaka na chodniku, niech mają chwilę. Kiedy widzi gąsienicę, niech podejdą. Kiedy znajduje krocionoga w piwnicy — to fantastyczne! W normalnym życiu mamy mnóstwo okazji do takich małych spotkań ze stworzeniami nienazwanymi, których Dziecko by samo nie zauważyło, gdyby nie zatrzymanie się dorosłego. To są drobiny edukacji przyrodniczej, które kumulatywnie budują postawę.

Po co to wszystko

Bo Krasnoludki idą w czwartek Fabryki Zająca z czymś nowym w pamięci. Mają w sobie pisklę, które spało im w dłoni. Mają w sobie kaczkę, która ich wyśmiała kwakiem. Mają w sobie krocionoga, który leżał spokojnie na palcu. Te wspomnienia będą wracać. Czasem za miesiąc, czasem za lata. Za każdym razem, kiedy w życiu spotkają coś żywego, drobnego, kruchego — uruchomi się w nich obwód, który po raz pierwszy zaktywował się tej środy.

I to jest ten dar, którego nie da się zmierzyć żadnym testem ani policzyć w wynikach. Dar wrażliwości na życie. Dar uważności wobec drobiazgów. Dar zatrzymywania się przy stworzeniu, które inni minęliby bez uwagi. To są dary, które Krasnoludki dostają tej środy. I niosą je już ze sobą — przez czwartek, piątek, przez kolejną Wielkanoc, przez całe swoje dzieciństwo.

A ostatecznie — może i przez całe życie.


Zobacz reel z dnia zwierząt →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu