W ostatnim dniu Fabryki Zająca Wielkanocnego nasze Krasnoludki nie tworzyły dla siebie. Każde Dziecko stało nad swoim arkuszem, swoją kartką, swoim materiałem — ale tworzyło coś, co miało za chwilę wyjść z przedszkola w plecaku, do domu, prosto w ręce Mamy albo Taty. Każde Dziecko, korzystając ze swoich talentów, przygotowało prezent dla bliskich.
To wydawałoby się banalna czynność. Wszyscy byliśmy kiedyś dziećmi, wszyscy nosiliśmy z przedszkola laurki i koraliki dla naszych Rodziców. Ale to, co dzieje się w głowie Dziecka, kiedy świadomie tworzy coś dla kogoś, jest jedną z najgłębszych pedagogik, jakie znamy. I dlatego co roku w naszym tygodniu tematycznym, na samym końcu, budujemy ten moment — moment, w którym Dziecko siada do pracy nie dla siebie, tylko dla bliskich.
W tym artykule chcemy z Państwem porozmawiać o tym, dlaczego prezent zrobiony rękami Dziecka jest dla niego — nie dla nas, nie dla Państwa, dla niego — bezcennym ćwiczeniem dorosłości. I co Państwo, jako odbiorcy tych prezentów, możecie zrobić, żeby ten moment był dla Dziecka jeszcze pełniejszy.
Dlaczego dawanie
Zacznijmy od podstaw. Dlaczego w ogóle uczymy Dzieci dawać prezenty? Mogłoby się wydawać, że to oczywiste — bo dawanie jest miłe. Ale „bo jest miłe” nie wystarczy jako uzasadnienie pedagogiczne. Bo bardzo wiele rzeczy jest miłych, a my ich w przedszkolu nie ćwiczymy.
Dawanie prezentów jest dla nas ważne, ponieważ buduje w Dziecku jedną z najtrudniejszych zdolności człowieka — zdolność do działania ze względu na kogoś innego. Brzmi prosto. W praktyce jest jedną z najtrudniejszych umiejętności życiowych, której wielu dorosłych nigdy w pełni nie opanuje.
Dziecko trzyletnie żyje w świecie pierwszoosobowym. Świat dla niego to suma jego własnych potrzeb, pragnień, emocji. Inni ludzie pojawiają się w nim głównie jako źródła zaspokojenia (Mama, która daje jeść) lub źródła frustracji (Tata, który nie pozwala na coś). Empatia rozwija się stopniowo, przez całe dzieciństwo. Pełnej empatii — czyli zdolności do uświadomienia sobie, że drugi człowiek ma swoje własne, niezależne od nas potrzeby — nie ma się jeszcze w wieku przedszkolnym. Ale fundamenty pod nią zaczynają się układać właśnie w tym wieku. I jednym z najlepszych narzędzi do układania tych fundamentów jest świadome dawanie.
Kiedy Dziecko siada do pracy nad prezentem dla Mamy, robi coś, czego nie robi w żadnej innej aktywności w przedszkolu. Musi mieć w głowie jednocześnie dwie rzeczy: swoje własne możliwości (co umiem zrobić?) i potrzeby drugiej osoby (co Mama lubi? co ją ucieszy?). To są dwa różne ośrodki w mózgu, które muszą zacząć współpracować. Ta współpraca to dokładnie ta umiejętność, której potrzebuje dorosły partner, kolega z pracy, członek społeczności. Zaczyna się tu, w przedszkolu, przy laurce dla Mamy.
Tu i teraz, ale dla kogoś tam
Jest jeszcze jeden poziom tej pracy, o którym chcemy wspomnieć, bo dla nas jest piękny. Dziecko, które tworzy prezent, jest fizycznie obecne tu, w pracowni, ale jego myśl jest gdzie indziej — przy osobie, dla której tworzy. To jest mały, ale bardzo ważny ruch psychologiczny — wyjście z teraźniejszego momentu w stronę kogoś nieobecnego.
Dla pięciolatka jest to ćwiczenie obecności, której się nie spodziewa. Bo Dziecko zwykle żyje w teraźniejszości — nie myśli o tym, co było, nie myśli o tym, co będzie, nie myśli o tym, kogo nie ma. Tu i teraz, to jego naturalny mod. A teraz prosimy je, żeby przy stole, w przedszkolnej pracowni, myślało o swojej Mamie. Żeby ją sobie wyobraziło. Żeby pomyślało, co lubi, co ją ucieszy. Żeby zrobiło coś, co ona — kiedy wieczorem otworzy plecak Dziecka — zobaczy i poczuje radość.
To jest mały, drobny akt wyobraźni społecznej. Akt empatii w czystej postaci. Akt zwracający uwagę Dziecka poza siebie. I tych aktów, w jego dorosłym życiu, będzie potrzebował tysiące. Każda dorosła relacja składa się z takich małych aktów. Dorosły, który jest mistrzem wyobrażania sobie potrzeb drugiego — jest dobrym partnerem, dobrym przyjacielem, dobrym pracownikiem, dobrym rodzicem. Dorosły, który tej zdolności nie ma — nie umie utrzymać żadnej głębokiej relacji.
Ćwiczenie zaczyna się w przedszkolu. Przy stole. Z farbą. I z myślą o Mamie.
„Talent i miłość” — jak ujmuje to Caption
W naszej narracji wewnętrznej mówimy często o tej pracy w bardzo konkretny sposób. Każde Dziecko, używając swoich własnych talentów i zdolności, przygotowuje prezent. To zdanie ma w sobie ważną pedagogikę.
Po pierwsze — „swoich własnych talentów”. Każde Dziecko ma w sobie coś, co umie lepiej niż inne Dzieci. Jedno świetnie maluje. Drugie ma cierpliwość do drobnych prac z koralikami. Trzecie wymyśla zaskakujące rzeczy z drewna. Czwarte pięknie składa papier. Piąte umie się skupić nad jednym detalem przez pół godziny. Każde z nich wnosi coś innego. I właśnie dlatego prezenty, które wracają do Państwa domów, są tak różne. Bo każdy jest podpisem konkretnego Dziecka, jego konkretnych zdolności.
Po drugie — „z miłością”. To słowo jest dla nas ważne. Mówimy je Dzieciom otwartym tekstem. „Robisz to dla Mamy. Dla Mamy, którą kochasz. Włóż w to swoją miłość”. Brzmi sentymentalnie? Może. Ale działa. Bo Dziecko, które ma w głowie konkretny obraz miłości do konkretnej osoby, pracuje z innym poziomem skupienia niż Dziecko, które po prostu robi „plastykę”. Miłość motywuje. Miłość skupia. Miłość daje sens każdemu drobnemu detalu.
Po trzecie — „talent” jest świadomie ćwiczony. W ostatnim dniu Fabryki Zająca nie pomagamy Dziecku w tworzeniu prezentu. Nie poprawiamy. Nie sugerujemy. Bo prezent ma być z jego talentu, nie naszego. Niezgrabna laurka jest cenniejsza od ładnej, którą Pani pomogła zrobić. Bo niezgrabna laurka jest dziełem Dziecka. Ładna laurka — jest dziełem Pani. A Mama dostaje prezent od Dziecka, nie od Pani.
Co konkretnie wraca do domów
Jeśli Państwo zaglądają w plecaki swoich Dzieci po Fabryce Zająca, widzą czasem rzeczy, które trudno opisać. Pisanki z masy solnej z dziwnymi wzorami. Kartki z napisem „MAMA” wykonanym tak krzywo, że nie da się odgadnąć, czy to napis czy ozdoba. Zajączki z papieru z trzema oczami. Korale z przekłutych makaronów. Słoik wypełniony konfetti z napisem „dla Taty”. Każdy z tych prezentów jest niepowtarzalny, bo każdy jest dziełem konkretnego Dziecka.
Niektóre z tych prezentów Państwo trzymają długie miesiące, a może lata. Wiemy o tym, bo czasem nasze Krasnoludki wracają do nas dawnymi historiami. „Mama do dziś trzyma na lodówce kartkę, którą zrobiłem w przedszkolu”. To są zdania, które nas najbardziej cieszą. Bo to znaczy, że gest Dziecka nie został potraktowany jak tymczasowy bałagan, tylko jak coś, co ma w domu rangę.
Inne z tych prezentów ginie. To też się zdarza. I bardzo prosimy: jeśli mają Państwo wybór między wyrzuceniem a zachowaniem — niech zachowają. Choćby na chwilę. Choćby do następnego sezonu. Bo Dziecko, które za sześć miesięcy znajdzie u Państwa swoją starą laurkę i zobaczy, że Państwo ją trzymają — dostaje od Państwa potwierdzenie, którego nie potwierdzą żadne słowa. „Moja Mama trzyma to, co ja zrobiłem. To znaczy, że to jest ważne. To znaczy, że ja jestem ważny.”
Ten ruch psychologiczny — Dziecko widzi, że Państwo cenią jego dzieło — jest jednym z najsilniejszych narzędzi budowania poczucia wartości. Mocniejszym niż jakiekolwiek werbalne pochwały. Bo czyn rodzica jest w mózgu Dziecka traktowany poważniej niż słowa rodzica.
Tworzenie z miłości — dorosłe konsekwencje
Tu chcemy z Państwem porozmawiać o czymś, czego nie ćwiczymy w innych zajęciach. O umiejętności tworzenia czegoś z miłości — bez nagrody, bez oczekiwania pochwały, bez transakcyjnego myślenia.
Współczesne społeczeństwo jest coraz bardziej transakcyjne. Każda nasza praca ma swoją cenę. Każda przysługa jest do oddania. Każdy gest jest oceniany. Dorośli żyją w klimacie, w którym hojność staje się rzadka — bo zawsze pojawia się myśl „a co ja z tego będę miał”.
Dziecko, które od najmłodszych lat tworzy prezenty dla najbliższych, ćwiczy zupełnie inną postawę. Ono daje, nie oczekując nic w zamian. Daje, bo lubi. Daje, bo Mama. Daje, bo czuje, że to ma sens. Każde takie ćwiczenie buduje w nim postawę, która w psychologii dorosłej nazywana jest „hojnością” albo „wewnętrzną motywacją do dawania”. To są fundamentalne kompetencje dla każdego, kto chce w dorosłym życiu mieć głębokie relacje.
Bo dorosły, który nie umie dawać bez transakcji, w relacji z partnerem szybko spotka się z trudnością. Bo żadna miłość nie jest transakcją. Żadne dziecko swoich rodziców nie odbiera za przysługi. Żadna głęboka przyjaźń nie liczy bilansu. Wszystkie te relacje wymagają zdolności do dawania bez kalkulowania. A tej zdolności uczy się od najwcześniejszych lat — albo nie uczy.
W naszym przedszkolu uczymy. Każdym tygodniem tematycznym, każdym świętem, każdą okazją do prezentu. Bo wiemy, że to, co buduje się tu — przy stole, przy farbie, przy dziwnej laurce dla Mamy — będzie owocem przez całe życie Dziecka.
Nie chodzi o efekt — chodzi o gest
Tu chcemy być z Państwem konkretni, bo to jest ważne. W naszej pedagogice prezentu nie ma znaczenia, jak prezent wygląda. Ma znaczenie tylko, że Dziecko go zrobiło.
Brzmi banalnie? Może. Ale w praktyce widzimy, że dorosłym jest z tym trudno. Bo dorosły jest oceniający. Patrzy na laurkę i widzi, że jest nieładna, krzywa, niedopracowana. I instynktownie chce coś poprawić — albo wprost (przerysować linię), albo subtelnie (zwrócić uwagę: „a mogłeś tu lepiej”). Każda taka korekta odbiera Dziecku coś, czego potem trudno mu zwrócić — autorstwo własnego dzieła.
Dlatego nasza prośba jest prosta. Kiedy Dziecko podaje Państwu prezent, niech Państwo:
— najpierw spojrzą Dziecku w oczy, nie na prezent — potem powiedzą „dziękuję” — potem zauważą prezent jako całość, nie szczegóły — potem zapytają o jakiś detal („a tu co jest?”, „opowiedz mi, jak to zrobiłeś”) — potem znajdą dla niego miejsce — widoczne, ważne, na lodówce, na półce, w kuchni
Tylko tyle. Niech Państwo nie poprawiają. Niech nie sugerują, jak by mogło wyglądać. Niech nie porównują z prezentami starszego rodzeństwa. Niech to będzie po prostu gest Dziecka — przyjęty z należną mu wagą.
Dziecko, które daje prezent i widzi, że Państwo go cenią, dostaje jedną z najgłębszych nauk życiowych: dawanie ma sens. Jest doceniane. Wzbogaca relacje. To zostanie w nim na całe życie. I w każdej dorosłej relacji odpowie na to ćwiczenie z dzieciństwa.
Co Rodzic może zrobić więcej
Pierwsza praktyka — odwzajemnianie. Niech Państwo robią dla Dziecka prezenty rękami. Nie kupowane. Robione. Mała kartka z miłosną notatką w plecaku. Małe ciasteczko z imieniem upieczone w piątek. Zaplecione z drutu serce. Małe gesty, w których Państwo pokazują Dziecku, że Państwo też tak potrafią. Że w domu obowiązuje pedagogika dawania.
Druga praktyka — tworzenie razem. Wspólne robienie prezentów dla bliskich (kartki, ciasteczka, drobne ozdoby). Dla babci. Dla wujka. Dla sąsiada. Nawet jeśli prezent jest banalny, sam akt tworzenia razem z dorosłym buduje w Dziecku wzorzec — dorośli też tak robią, dorośli też pamiętają o innych.
Trzecia praktyka — opowiadanie historii prezentów. Niech Państwo przy Dziecku opowiadają, jakie ważne prezenty Państwo dostali w życiu. Od babci, od pierwszego chłopaka, od kogoś bliskiego, kogo już nie ma. Niech Dziecko widzi, że prezent — szczególnie taki rękodzielny — jest pamiątką, która zostaje na lata. Buduje to w nim świadomość, że jego prezenty też kiedyś staną się czyjąś pamiątką.
Czwarta praktyka — niewyrzucanie. Niech Państwo trzymają laurki Dziecka. W jednej teczce, w pudełku na półce. Po latach, kiedy Dziecko będzie już nastolatkiem, można pokazać mu te skarby. Reakcja jest zawsze ta sama — wzruszenie, zdumienie, że Państwo to wszystko zachowali. Ten moment buduje relację rodzica z dzieckiem na zupełnie nowym poziomie.
Po co to wszystko
Bo nasze Krasnoludki kończą Fabrykę Zająca z plecakami pełnymi prezentów dla bliskich. Każdy prezent jest niepowtarzalny. Każdy jest dziełem konkretnych dłoni konkretnego Dziecka. Każdy jest aktem miłości, którego za chwilę zaznają Państwo w swojej kuchni.
Mamy nadzieję, że nasze Dzieci, kiedy będą dorosłe, też będą tworzyć prezenty rękami. Może nie laurki — bo będą inne formy. Ale gest dawania od siebie, robienia czegoś z niczego, włożenia w to swojego talentu i swojej miłości, i ofiarowania komuś bliskiemu — ten gest zostanie z nimi. Bo był ćwiczony od czwartego, piątego, szóstego roku życia.
W dorosłym świecie, w którym wszystko jest na sprzedaż, prezent rękodzielny robi się rzadkim. Ale jeśli choć w naszych Krasnoludkach uda się utrzymać tę zdolność — będą one tymi dorosłymi, których inni dorośli będą cenić ponad innych. Bo otrzymane od nich prezenty będą prawdziwe. A prawda jest dziś najrzadszą walutą.
Bo nauka przez zabawę to coś, co Krasnoludki lubią najbardziej. A robienie prezentów dla bliskich jest jedną z najpiękniejszych form tej zabawy. Pełną miłości. Pełną sensu. I zostawiającą ślad — w mózgu Dziecka, w sercu Rodzica, na lodówce, w pamięci, w całym dorosłym życiu, które dopiero przed nim.