„Dokąd tupta nocą jeż?”. Każde polskie pokolenie zna ten wierszyk Brzechwy. Pamięta go, choć minęło trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Bo dobre wiersze dziecięce są jak ziarno, które w głowie dziecka raz zasiane, kwitnie potem przez całe dorosłe życie. Cały kraj zna ten wiersz. Ale tylko nasze Krasnoludki wiedzą, co odpowiedzieć — bo pewnego listopadowego popołudnia odpowiedź stanęła w sali przedszkola na własnych czterech łapkach, z kłującym grzbietem i czarnym, ruchliwym noskiem.
Ten reel jest wspomnieniem z naszej jesiennej wizyty z jeżem. W tym artykule chcemy rozwinąć temat, który zaczęliśmy w kontekście sów — dlaczego zapraszamy do przedszkola żywe zwierzęta. Tym razem patrzymy z innej perspektywy: jak literatura dziecięca, pora roku i prawdziwe stworzenie splatają się w jedną z najpiękniejszych lekcji, jakie potrafimy dać pięciolatkowi.
Książka, która prowadzi do żywego stworzenia
W naszej grupie zawsze próbujemy pamiętać o tym, że nauka nie zaczyna się i nie kończy w sali. Najpiękniejsze przedszkolne lekcje to te, które domykają w głowie Dziecka kilka różnych poprzednich doświadczeń. Wiersz Brzechwy jest dla pięciolatka znajomy — pewnie czytała go babcia, ciocia, mama, tata. Wystąpił na przedszkolnym poranku przed spaniem. Pokazywał się w bajkach. Jest częścią dziecięcego krajobrazu kulturowego.
Kiedy zatem do sali wchodzi człowiek w towarzystwie prawdziwego jeża i mówi „a wiecie, czemu jeż tupta nocą?” — w głowie Dziecka zachodzi piękny moment. Coś, co dotąd było tylko słowem, słowem, dźwiękiem, rymem — staje się żyjącym, dotykalnym stworzeniem. To nie jest banalne. To jest jedno z tych przeżyć, których Dziecko nie zapomina przez resztę życia: „a, więc TAKI jest jeż”. I od tego momentu literacki obraz, naukowa wiedza i osobiste wspomnienie zlewają się w jedno.
Polska literatura dziecięca dała nam wybitnie bogaty podarunek. Brzechwa, Tuwim, Konopnicka, Korczak, Kern, Wiernik — to nie są nazwiska z podręcznika historii literatury. To są pierwsze, najwcześniejsze nauczyciele każdego polskiego Dziecka. I jeśli udaje nam się sprawić, że ich teksty zaczynają mieszkać w prawdziwym świecie — w postaci jeża na podłodze, sowy na rękawicy, żaby w terrarium — robimy dla rozwoju Dziecka coś, czego nie da żadna inna metoda.
Co Dzieci dowiedziały się o jeżach
Pierwszą rzeczą, która wszystkich zaskakuje, jest, że jeż wcale nie chce się zwijać w kulkę. Robi to tylko wtedy, kiedy się boi. A ten konkretny jeż, który nas odwiedził, był od kilku lat oswojony, hodowany w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt, gdzie trafił po wypadku samochodowym, w wyniku którego stracił możliwość powrotu do dzikiej przyrody. Dzięki temu można go było obserwować długo i z bliska — chodzącego po podłodze, wyciągającego pyszczek do miseczki z karmą, wąchającego dziecięce buty.
Jeż ma kilka tysięcy kolców. Każdy z nich to zmodyfikowany włos, dlatego nie kłują tak ostro, jak wszyscy myślą. Pod kolcami jest miękkie, ciepłe ciało. Te kolce ma od urodzenia, ale pierwsze są jeszcze miękkie. Twardnieją z wiekiem. Pod brzuchem jeż nie ma kolców — tylko miękkie, brązowe futro.
Nasz jeż nazywał się Tomek. Miał trzy lata. Lubił marchewkę i kostkowane jabłko. Bał się hałasu, ale nie bał się Dzieci, bo wyrastał wśród nich w ośrodku rehabilitacji. Jego ulubionym zajęciem było tuptanie po nogach, które stały nieruchomo. Każde z naszych Krasnoludków mogło położyć się na podłodze ze stopami w kierunku środka sali — a Tomek tuptał między nimi, tak jak w wierszu. Tylko że tym razem to było prawdziwe.
Był też moment, kiedy opiekunka zaproponowała, żeby Dzieci mogły pogłaskać jeża po brzuchu — pod jej ścisłym nadzorem, jednym palcem, na ułożonym na bok jeżu. Ten moment był zapierający dech. Małe dłonie kolejno zbliżały się do tego brązowego, miękkiego futerka, dotykały, wycofywały, niemal w ekstazie. „On jest miękki” — powiedział mały Igor, drżąc z emocji. „Tak, jest miękki” — powiedziała opiekunka. „Pod kolcami zawsze coś jest miękkiego”. Po czym Igor w głębokiej zadumie usiadł na dywanie. Wracał do tego doświadczenia jeszcze przez kilka tygodni.
Co dzieje się w mózgu Dziecka, kiedy literatura spotyka rzeczywistość
W neuropsychologii rozwoju jest pojęcie konsolidacji wielomodalnej (multimodal consolidation). To jest moment, w którym informacja, która do tej pory była w mózgu w formie pojedynczej (np. tylko słownej — wiersz o jeżu), zostaje wzbogacona o dodatkowe formy reprezentacji (wizualną, dotykową, węchową, motoryczną). Kiedy taka konsolidacja zachodzi — pamięć danej informacji wzmacnia się wielokrotnie. Dziecko, które słyszało wiersz, a potem zobaczyło i dotknęło jeża, ma w głowie znacznie głębszy ślad pamięciowy niż Dziecko, które tylko słyszało wiersz.
To jest też mechanizm, który leży u podstaw uczenia się języka. Słowo „jeż” było dla Dziecka abstrakcyjnym dźwiękiem. Po wizycie staje się konkretną nazwą konkretnego stworzenia, z którym wiążą się wspomnienie zapachu (lekko mokry, lekko leśny), tekstury (twarda góra, miękki spód), ruchu (drobne tuptanie), dźwięku (cichutkie sapanie). To jest głębokie ucieleśnienie języka — i to jest jedna z głównych funkcji wczesnej edukacji.
Jest też trzecia warstwa — przejście od fantazji do realności i z powrotem. Dziecko, które przeczyta wiersz, później zobaczy żywego jeża, a potem znów wróci do wiersza — uczy się rozróżniać, ale też łączyć dwa porządki: świat literacki i świat rzeczywisty. Ta umiejętność jest fundamentem dorosłego, zdrowego myślenia. Człowiek, który umie się poruszać między fikcją a faktem, jest mądrzejszy niż człowiek, który tych dwóch porządków nie odróżnia. Dzieci, które od małego mają takie domknięcia (książkowy bohater + żywy odpowiednik), uczą się tego rozróżniania znacznie szybciej niż rówieśnicy.
Jeż jako symbol jesieni
Jest też powód, dla którego zaprosiliśmy jeża właśnie w listopadzie, a nie w jakimś innym miesiącu. Jeż jest jednym z najsilniejszych symboli polskiej jesieni. Dziecko, które słyszało wierszyk, prawdopodobnie też widziało rysunek jeża z jabłkiem albo grzybem na grzbiecie — ten klasyczny obraz, który zna każde polskie pokolenie. Kiedy w listopadzie, czyli w głębi jesieni, wprowadzamy temat jeża, łączy on w głowie Dziecka kilka warstw skojarzeń: liście opadające w parku, zapach mokrej ziemi, krótszy dzień, bardziej miękkie ubrania, herbatka z miodem. Jeż staje się ucieleśnieniem pory roku.
To jest pedagogicznie niezwykle ważne. W naszym przedszkolu staramy się prowadzić kalendarz tematyczny tak, żeby Dziecko intuicyjnie czuło, w jakiej porze roku jest. Jesienią — jeże, liście, pieczone dynie, kasztany. Zimą — śnieg, niedźwiedź zimujący, gwiazdki, świece. Wiosną — pisklęta, kwiaty, motyle, koniki. Latem — żaby, wilgi, ważki, mrówki. Każda pora roku ma swoje zwierzęta, swoje czynności, swoje smaki, swoje opowieści. Dziecko, które przez kilka lat przedszkolnych żyje w tym kalendarzu, buduje sobie wewnętrzne, silne poczucie cykliczności roku — które jest fundamentem psychicznego bezpieczeństwa na całe dorosłe życie.
Jeż jako bohater jesieni działa szczególnie potężnie, bo jego życie samo jest opowieścią o jesieni. Zbiera jabłka. Robi sobie gniazdo z liści. Potem zasypia na całą zimę, żeby obudzić się wiosną. Ta historia, opowiedziana pięciolatkowi, jest dla niego prawdziwą lekcją biologii — ale też pierwszą lekcją filozoficzną o tym, że niektóre stworzenia, podobnie jak rośliny, podobnie jak my zimą, wycofują się z życia na chwilę, żeby wrócić silniejsze.
Co możemy zrobić w domu — jesień z dzieckiem
Jeśli mają Państwo pięciolatka, listopad jest jedną z najlepszych okazji, żeby budować z nim wspólne wspomnienie jesieni. Kilka pomysłów, które się sprawdzają:
— Czytajcie polską poezję dziecięcą. Brzechwa, Tuwim, Konopnicka. Niekoniecznie codziennie, ale jak najczęściej. To są klasyki, które działają od stu lat z powodu — i nic nigdy ich nie zastąpi.
— Spacerujcie po parku z misją. „Dziś szukamy jeża”. „Dziś zbieramy kasztany”. „Dziś znajdziemy najpiękniejszy liść”. Każdy spacer z konkretnym zadaniem jest dla Dziecka znacznie bardziej angażujący niż „chodźmy się przejść”.
— Słuchajcie odgłosów jesieni. Liście pod butami. Wiatr w gałęziach. Krople deszczu na parasolu. Lot stada gęsi. Zatrzymajcie się i posłuchajcie razem. Dziecko, które uczy się słuchać natury, ma fundamentalnie lepszą zdolność koncentracji niż rówieśnik, który całą jesień spędza w samochodzie albo przed ekranem.
— Zbierajcie naturalny materiał. Kasztany, żołędzie, liście, szyszki, kawałki kory. Wszystko można potem przerobić w domu w prace plastyczne. Jeż z plasteliny i wbitych w niego kawałków słomki to klasyk, który przyniesie Dziecku tyle radości, co najnowszy zestaw zabawkowy.
— Wprowadźcie domowe „spoty jeża”. Niektóre rodziny zostawiają na podwórku miseczkę z wodą i kawałek jabłka — w nadziei, że jeż się pojawi. Czasem się udaje. Dla Dziecka, które rano widzi, że „ktoś tu był i zjadł jabłko”, jest to absolutnie magiczny moment.
— Idźcie razem do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. Wokół Warszawy działa kilka takich miejsc. Wizyta tam jest pełna emocji — Dziecko widzi zwierzęta uratowane, dowiaduje się ich historii, czasem może pomóc karmić. To jest jedna z najgłębszych form edukacji etycznej, jakie istnieją.
Co zostało z wizyty Tomka
Po wizycie Tomka w naszej sali przez tygodnie wracał do nas wiersz Brzechwy. Krasnoludki same z siebie zaczynały recytować: „Dokąd tupta nocą jeż?”. I czekały. „Do Przedszkola Siedmiu Krasnoludków!” — krzyczała wtedy cała grupa naraz, ze śmiechem. Bo dla nich Tomek był już ich własnym jeżem. Zostawił im swoje wspomnienie. I to wspomnienie żyje dalej.
Ten konkretny mechanizm — wiersz znany z domu spotyka się z konkretnym zwierzęciem w przedszkolu i obie warstwy zostają w głowie Dziecka jako jedno spójne wspomnienie — jest jednym z najgłębszych pedagogicznych narzędzi, jakie możemy zaprojektować. I zachęcamy Państwa do robienia tego samego w domu. Czytajcie wierszyk o słowiku — a potem idźcie z Dzieckiem słuchać prawdziwego słowika w Łazienkach. Czytajcie o motylach — a potem idźcie do ogrodu botanicznego zobaczyć szklarnię z motylami. Czytajcie o lisku Witalisku — a potem zwróćcie uwagę na lisa biegnącego skrajem warszawskiego lasu.
Każde takie domknięcie jest dla głowy Dziecka jak węzełek na sznurku — punkt, w którym dwie różne warstwy świata zawiązują się w jedną. Z takich węzełków zbudowana jest dorosła kultura, dorosła pamięć, dorosła miłość do polskiej przyrody i polskiej literatury. A wszystko zaczyna się od „dokąd tupta nocą jeż?”.
A odpowiedź — jak teraz wiedzą wszyscy nasi Krasnoludkowie — brzmi: „do Przedszkola Siedmiu Krasnoludków”.