W ostatni czwartek stycznia wszystkie nasze grupy żegnały się oficjalnie z Krainą Śniegu. To nie znaczy, że na zewnątrz przestał padać śnieg — w Warszawie zimowa pogoda zwykle trwa jeszcze cały luty. Ale tematycznie zamykaliśmy nasz ostatni „dzień śnieżny” w sali, bo od poniedziałku zaczynaliśmy nowy temat. Krasnoludki to wiedziały. I dlatego ten dzień w Krainie Śniegu był wyjątkowo intensywny — dzieci nie chciały, żeby się skończył.
Każda sala miała tego dnia swoją Krainę Śniegu — przygotowaną przez Dzieci, z udziałem dzieci. Były misy ze sztucznym śniegiem (pianka golarska zmieszana z proszkiem do pieczenia, zabawa, którą Krasnoludki mogą bezpiecznie dotykać i mieszać). Były tace z prawdziwym śniegiem, przyniesionym z ogrodu. Były „lodowe góry” zbudowane z kostek lodu, które rozpadały się w dłoniach. Było „śniegowe ciasto” — pianka z mąką, ugniatane jak prawdziwe ciasto. A przede wszystkim — był ogród z pełnym śniegiem, prawdziwym, mokrym, ciężkim, na którym Krasnoludki spędziły potem dwie godziny.
W tym artykule chcemy opowiedzieć Państwu, dlaczego zima jest jedną z naszych ulubionych pór roku w przedszkolu — i co konkretnie buduje się w Dziecku, kiedy pozwala mu się dotknąć śniegu, wpaść w błoto, ulepić bałwana i wrócić do domu z zaczerwienionym nosem.
Zima jako narzędzie rozwojowe — fakty, które warto znać
Wbrew kultywowanej w niektórych domach niechęci do zimy („dziecko się przeziębi, jest ślisko, zaraz ktoś się rozchoruje”), zima jest jedną z najlepszych pór roku dla rozwoju przedszkolaka. Pediatryczna neurologia, fizjoterapia rozwojowa i psychologia środowiskowa dostarczają coraz mocniejszych dowodów, że Dzieci, które spędzają zimą dużo czasu na świeżym powietrzu, rozwijają się lepiej w niemal każdej mierzalnej dziedzinie. Lepiej śpią. Mają silniejszą odporność. Są spokojniejsze. Lepiej się koncentrują. Mają mniej problemów behawioralnych.
Skąd to się bierze? Z kilku konkretnych mechanizmów.
Po pierwsze, stymulacja dotykowa i termiczna śniegu jest jedną z najsilniejszych form sensorycznego dotyku, jaki Dziecko spotyka w ciągu roku. Skóra natrafia na zimno, a potem na ciepło, kiedy Dziecko wraca do domu. Te zmiany termiczne są dla mózgu sygnałem „rzeczywistość się dzieje” — i utrzymują czujność, koncentrację i regulację emocji.
Po drugie, opór środowiska w zimie jest większy niż w innych porach roku. Trzeba się ubrać w wiele warstw. Trzeba uważać, gdzie się stąpa. Trzeba pchać sanki, lepić bałwana, kopać w śniegu. Wszystkie te aktywności wymagają większej siły mięśniowej niż latem, co buduje Dziecku ogólną sprawność fizyczną.
Po trzecie, światło zimowe ma inne właściwości niż letnie — niskie słońce, niebieskawe odbicia od śniegu, dłuższe cienie. Mózg pięciolatka, który spędza godziny w takich warunkach, rozwija percepcję wzrokową i przestrzenną w sposób, którego nie da letnia, jednolita zalewająca słońcem przestrzeń.
Po czwarte, i najważniejsze: zima zmusza Dziecko do większej cierpliwości. Założenie kombinezonu, kapci, butów, czapki, szalika, rękawiczek — to dziesięć minut pracy każdego ranka. Zdjęcie tego wszystkiego po powrocie do przedszkola — kolejne dziesięć. To nie jest „strata czasu” — to jest codzienny trening samoobsługi, który pięciolatek przerabia całą zimę i z którego wynosi konkretną umiejętność życiową.
Co konkretnie robiliśmy w naszej Krainie Śniegu
Sale zostały tego dnia zaaranżowane w „śnieżne stacje”. Każda grupa miała ich kilka. Przy każdej Dziecko mogło spędzić tyle czasu, ile chciało, i w dowolnej kolejności.
Pierwsza stacja — misa ze sztucznym śniegiem. Pianka golarska zmieszana z odrobiną proszku do pieczenia daje fenomenalną teksturę: chłodną, lekką, miękką, łatwą do formowania. Dla mózgu pięciolatka to jest „prawdziwy” śnieg, który nie znika w dłoni jak prawdziwy. Krasnoludki ugniatały, kopały, sypały, ozdabiały. Sami niektórzy odważni szefowie kuchni ozdabiali śnieg „kolorowymi posypkami” (cekiny i blokowe konfetti).
Druga stacja — prawdziwy śnieg na tacy. Tu sensoryka działała mocno — śnieg jest zimny, mokry, topi się w dłoni. Dla najmłodszej grupy żłobkowej była to jedna z pierwszych w życiu okazji, żeby dotknąć śniegu w sali, w bezpieczny, kontrolowany sposób. Dla starszych — pretekst do eksperymentów: „co się stanie, jak naleję ciepłej wody?”, „a co, jak zostawimy śnieg na pół godziny?”.
Trzecia stacja — lodowe góry. Wielkie kostki lodu, czasem z zamrożonymi w środku małymi figurkami zwierząt. Dziecko miało za zadanie „odzyskać” zwierzątko — używając ciepłej wody, soli, palca, rękawiczki. To była jednocześnie zabawa sensoryczna i lekcja fizyki dla najmłodszych: lód topi się szybciej tam, gdzie jest cieplej. Sól pomaga. Ręka ogrzewa.
Czwarta stacja — śniegowe ciasto. Pianka golarska z dużą ilością mąki daje gęstą, plastyczną masę bardzo podobną do ciasta. Można ją ugniatać, formować w bałwanki, odbijać foremkami. Dla małej dłoni jest to fenomenalne ćwiczenie siły chwytu i kontroli ruchu.
Po dwóch godzinach w sali — wyszliśmy do ogrodu. Tam już padał prawdziwy, gęsty, lutowo zapowiadający się śnieg, na razie jeszcze styczniowy. Krasnoludki rzuciły się w niego z taką samą energią, jakby tego dnia po raz pierwszy w życiu widziały śnieg. Może w pewnym sensie tak właśnie było — bo każde wyjście w śniegu jest dla pięciolatka odkryciem.
Co buduje się w Dziecku w czasie zabaw sensorycznych ze śniegiem
Sensoryka dłoni. To jest pierwsza, najbardziej oczywista warstwa. Dłoń, która dotyka śniegu, lodu, mokrej i suchej masy, ciepłej i zimnej powierzchni, dostaje najsilniejszy w roku trening receptorów dotykowych. Te same receptory, które potem będą używane do precyzyjnej pracy z długopisem, nożyczkami, narzędziami. Dziecko, które przez cały zimowy okres regularnie miało kontakt z różnymi sensorykami, ma mózg dużo lepiej „zmapowany” pod kątem dłoni.
Regulacja emocji. Zabawa sensoryczna ze śniegiem ma na pięciolatka działanie wybitnie kojące. Coś w tej powolnej, dokładnej, tygodniowej pracy z masą, lodem i pianą uspokaja nawet najbardziej rozproszone Dzieci. To jest mechanizm bardzo podobny do tego, co dorośli odczuwają przy lepieniu z gliny albo gnieceniu kuli śniegowej — głębokie uspokojenie wynikające z kombinacji propriocepcji (mięśnie pracują), dotyku (skóra czuje teksturę) i koncentracji (uwaga skupia się na zadaniu).
Eksperymenty fizyczne. Zima daje Dziecku najlepsze możliwe pole do mikro-eksperymentów. „Co zrobi sól na lodzie?”. „Jak długo trzyma się bałwan?”. „Co się stanie, jak zostawię kałużę na noc?”. To są pytania, które pięciolatek zadaje sam — i sam znajduje na nie odpowiedź. Z takich pytań rośnie potem dorosła ciekawość świata. Naukowcami nie zostajemy w wieku dwudziestu lat, kiedy „wybieramy kierunek studiów”. Naukowcami zostajemy w wieku pięciu lat, kiedy zaczynamy pytać.
Współpraca. Zimowe zabawy są społeczne w stopniu, w którym letnie zabawy często nie są. Trzeba razem ulepić bałwana — bo jeden Dziecko nie da rady. Trzeba razem zrobić igloo — bo to projekt na trzy osoby. Trzeba sobie nawzajem pomóc założyć kombinezon, podać szalik, zawiązać kaptur. Cała ta wzajemna pomoc, codzienna i powtarzalna, buduje społeczne nawyki Dziecka znacznie lepiej niż zaplanowane „zajęcia z umiejętności społecznych”.
Połączenie z naturą. Wreszcie, zabawa ze śniegiem jest bezpośrednim kontaktem z elementem natury. Pięciolatek, który widzi, że śnieg pada z nieba, leży na trawie, topnieje, robi się błotem, znów zamarza w lód — buduje sobie pierwsze zrozumienie cyklu hydrologicznego. Nie poprzez planszę, nie poprzez schemat — poprzez własne doświadczenie. To jest znacznie głębsze i znacznie trwalsze.
Mit „dziecko się przeziębi”
Najczęstsza wątpliwość, z którą spotykamy się u Rodziców: „a jak się przeziębi?”. Odpowiadamy spokojnie, opierając się na badaniach pediatrycznych: Dziecko nie przeziębia się od zimna. Przeziębia się od kontaktu z wirusami. A wirusy przenoszą się znacznie łatwiej w pomieszczeniach niż na świeżym powietrzu. Statystycznie, pięciolatek, który spędza dwie godziny dziennie zimą na zewnątrz, choruje rzadziej niż pięciolatek zamknięty w pomieszczeniu z grzejnikiem i centralnie ogrzanym powietrzem.
Mit przeziębienia od zimna ma korzenie w kulturze i nigdy nie miał potwierdzenia w badaniach medycznych. Zimno samo w sobie nie powoduje infekcji — ono natomiast powoduje, że organizm pracuje na wyższych obrotach termoregulacyjnych. Co, paradoksalnie, wzmacnia układ odpornościowy w długim terminie.
Oczywiście to wszystko pod warunkiem dobrego ubrania. Dziecko ma być ciepłe, ale nie spocone. Ma mieć rękawiczki, czapkę, szalik, ciepłe buty. Ma mieć zmianę ubrań w przedszkolu na wypadek, gdyby się zmoczyło. To są podstawy organizacji zimy — i jeśli się je dochowuje, zima przestaje być „zagrożeniem”, a staje się jedną z najwartościowszych pór roku w rozwoju Dziecka.
Co Rodzic może zrobić w domu i na podwórku
— Wychodźcie codziennie. Niezależnie od pogody, niezależnie od mrozu, niezależnie od zmęczenia. Nawet trzydzieści minut na dworze daje Dziecku więcej niż dwie godziny w domu. W mróz minus dziesięć stopni z dobrym kombinezonem Dziecku jest cieplej niż dorosłemu, który ma odsłonięte dłonie.
— Pozwalajcie się brudzić. Śnieg się topnie, błoto się robi, ubrania się brudzą. Krzyczenie na Dziecko za błoto jest jedną z najlepszych metod, żeby zniechęcić je do zimy. Lepsza opcja: kombinezon do prania. Mokre rzeczy zostawia się w przedpokoju, a dziecko bierze ciepłą kąpiel.
— Wprowadźcie domowe zabawy sensoryczne. Sztuczny śnieg z pianki golarskiej i proszku do pieczenia można zrobić w domu w pięć minut. Lód można zamrozić w foremkach. Mąka może udawać śnieg. Im więcej różnorodnych tekstur, tym lepiej dla mózgu.
— Lepcie bałwany razem. Nawet jeśli śnieg jest niedoskonały, „nie lepi się dobrze”, warto spróbować. Wspólna praca z Dzieckiem przy bałwanie buduje więź — i pamięć Dziecka.
— Eksperymentujcie naukowo. Postawcie miskę z wodą za oknem na noc — rano oglądajcie razem lód. Posypcie sól na lód — patrzcie, co się dzieje. Zabierzcie do domu kawałek śniegu — zobaczcie, ile wody z niego powstanie. Nauka domowa zaczyna się od takich małych eksperymentów.
— Patrzcie razem na śnieg. Płatki śniegu pod lupą. Lód narastający na gałęziach. Cienie drzew na białej powierzchni. Te ciche obserwacje są dla mózgu Dziecka tak samo wartościowe jak energiczna zabawa.
„Chwilo, trwaj” — co rodzice mówią po zimie
Pod koniec stycznia wieczorem, kiedy Krasnoludki wracały do domów, rodzice często mówili do nas to samo: „mój syn śpi już od ósmej”. Albo: „córka jadła trzecią porcję obiadu, a normalnie nic nie chce”. To nie są przypadkowe obserwacje. Dziecko, które przez cały dzień było w ruchu, na świeżym powietrzu, ze stymulacją sensoryczną, kończy dzień w stanie głębokiej fizjologicznej satysfakcji. Mózg jest pobudzony, ale spokojny. Ciało jest zmęczone w dobrym sensie. Sen jest głęboki. Apetyt jest zdrowy. Emocje są wyregulowane.
Tego nie da się zastąpić niczym. Żaden program telewizyjny, żadna aplikacja, żaden kurs „rozwojowy” nie da Dziecku tego, co daje godzina w śniegu. To jest jedna z najpotężniejszych prawd przedszkolnej pedagogiki — i jednocześnie jedna z najtańszych. Bo wystarczy ubrać Dziecko, otworzyć drzwi i wyjść.
W naszym przedszkolu kończymy każdą zimę z uczuciem wdzięczności za tę porę roku. Krasnoludki, które wieczorem mówią „chwilo, trwaj!” przy zachodzie słońca nad Krainą Śniegu, zwykle nie zdają sobie z tego sprawy. Ale za dwadzieścia lat, kiedy będą Rodzicami, prawdopodobnie zabiorą swoje Dzieci na sanki dokładnie tak, jak je teraz zabieramy. Bo zima nauczyła ich, że radość, błoto, mróz i wspólnota to są rzeczy, które idą razem. I że niczego z tego nie warto unikać.