Krasnoludki w kuchni — kiedy nasza sala zamienia się w prawdziwą włoską restaurację

Drużyna 7 Krasnoludków · Kadra przedszkola ·

W piątkowe popołudnie nasza sala zamieniła się w prawdziwą włoską restaurację. Stoły zsunięte razem, biało-czerwone obrusy w kratkę, świece (LED-owe, oczywiście — dla bezpieczeństwa), włoska muzyka cicho z głośnika. A na środku — sześciu kucharzy w fartuszkach z napisem „Pizzeria Krasnoludek”. Każdy z nich mając niespełna sześć lat, wałkował ciasto, układał składniki, kierował uwagą jak prawdziwy włoski mistrz. Jeden z nich, małym łamanym językiem, próbował powiedzieć „pizza”, ale wychodziło mu „picca”. Ten dźwięk wywoływał śmiech wszystkich.

W tym artykule chcemy opowiedzieć Państwu, dlaczego raz na jakiś czas „wybieramy się” do innego kraju przez kuchnię, jak konkretnie zorganizowaliśmy nasz dzień włoski, i dlaczego nauka świata przez smak jest jednym z najgłębszych pedagogicznych narzędzi w naszej dyspozycji.

Świat przez kuchnię — pedagogiczna filozofia

Pięciolatek jest jak gąbka kulturowa — chłonie wszystko, co mu się pokaże. Można go uczyć geografii z mapy. Można go uczyć kultury z książek. Można też — i to jest nasza ulubiona metoda — uczyć go przez to, co najkonkretniejsze: smak. Pięciolatek, który własnoręcznie zrobił pizzę, nigdy nie zapomni, że pizza pochodzi z Włoch. Pięciolatek, który upiekł rogal świętomarciński, wie, czym jest poznańska kuchnia. Pięciolatek, który upiekł piernik toruński, zna Toruń przez zapach.

Smak jest zmysłem najgłębiej zapisywanym w mózgu. Wbrew pozorom, nie wzrok ani nie słuch — ale właśnie smak (i powiązany z nim węch) zostawiają w pamięci najtrwalsze ślady. Dlatego nasze przedszkolne podróże kulinarne, czy to po Polsce, czy po świecie, są tak skuteczne pedagogicznie. Krasnoludek, który zrobił pizzę, „pamięta Włochy”.

W naszym kalendarzu rocznym co najmniej raz w miesiącu „wybieramy się” do innego kraju lub regionu. Czasem to są Włochy z pizzą. Czasem Francja z naleśnikami. Czasem Meksyk z tortillami. Czasem Polska — z naszymi własnymi specjalnościami. Każdy taki dzień jest dla Krasnoludków małą podróżą bez wyjeżdżania z Warszawy.

Co konkretnie się działo w piątek

Wprowadzenie. Pani Justyna powitała Krasnoludki słowami „buongiorno!” i wyjaśniła, że dziś zamieniamy się we włoskich kucharzy. „Czy ktoś z Was był kiedyś we Włoszech?” — kilka dłoni poszło w górę. „A co tam jedliście?”. „Pizzę!”. „Pasta!”. „Lody!”. „I gelato!” — krzyknął Antek, który był z rodzicami w Rzymie.

Dzień zaczął się od krótkiej lekcji o Włoszech. Pokazaliśmy mapę — pięciolatki widziały, że Włochy są daleko od Polski, że są w kształcie buta („pani, ten kraj wygląda jak but!”), że są stolicą jest Rzym, że we Włoszech jest też Watykan. Pokazaliśmy zdjęcia Koloseum, Wieży w Pizie, kanałów weneckich. Krasnoludki zachłysnęły się obrazami.

Pierwszy etap — ciasto na pizzę. Każde Krasnoludek dostało porcję mąki, drożdżi, wodę, oliwę, sól. Zagniatanie ciasta zajęło prawie dwadzieścia minut — bo ciasto na pizzę musi być długo wyrabiane, żeby było elastyczne. Krasnoludki ugniatały, biły o blat, wałkowały. To była praca wymagająca siły i cierpliwości — dokładnie taka, jaka dba o motorykę małą i siłę dłoni.

Po wyrobieniu ciasta odstawiliśmy je na pół godziny do wyrośnięcia. Krasnoludki w międzyczasie pracowały nad sosem i składnikami.

Drugi etap — sałatka z pomidorów i mozzarelli (insalata caprese). Klasyk włoskiej kuchni. Pomidory pokrojone w plasterki, mozzarella w plasterki, na przemian na talerzu, ozdobione listkami świeżej bazylii, polane oliwą i odrobiną octu balsamicznego. Krasnoludki same kroiły pomidory dziecięcymi nożykami (te miękkie, więc bezpieczne), kładły mozzarellę, zdobiły bazylią. Niektóre Krasnoludki nigdy wcześniej nie próbowały bazylii — dla nich smak był nowy, intensywny, „dziwny” w pierwszej chwili, fascynujący w drugiej.

Trzeci etap — przygotowanie składników na pizzę. Sos pomidorowy (sami zrobili — przecier pomidorowy, oregano, sól, oliwa). Starty żółty ser. Świeże warzywa do pokrojenia: papryka, pieczarki, oliwki. Krasnoludki kroiły w kostkę, robiły porządki na deseczce, próbowały każdego składnika oddzielnie.

Czwarty etap — formowanie pizzy. Każde Krasnoludek dostało swoje wyrośnięte ciasto. Wałkował na blacie, formował okrąg (z różnym skutkiem — niektóre pizze wyszły bardziej kwadratowe niż okrągłe, ale każda była oryginalna). Smarował sosem pomidorowym. Posypywał serem. Ozdabiał warzywami. Każda pizza była inna — bo każde Krasnoludek było artystą, który wie, czego chce.

Piąty etap — pieczenie i wspólny stół. Pizze do piekarnika na piętnaście minut. Sala wypełniła się tym niesamowitym, przepysznym zapachem włoskiej pizzy. Krasnoludki nie mogły się doczekać. Kiedy pizze wyszły, każde Krasnoludek zaniosło swoją na wielki stół, gdzie usiedliśmy razem. Piłaliśmy też lemoniadę z miętą (nasz dziecięcy odpowiednik włoskiej cytrynówki).

I zjedliśmy pizzę. Każde Krasnoludek swoją własną, którą samo zrobiło. Niektóre Krasnoludki, które normalnie są wybiorcze przy jedzeniu, zjadły wszystko — bo „samo zrobiłem”. To jest jeden z najpotężniejszych mechanizmów pedagogicznych: Dziecko, które uczestniczy w przygotowaniu jedzenia, ma do niego inny stosunek niż Dziecko, które tylko je dostaje na talerzu.

Co buduje się w głowie Krasnoludka po dniu włoskim

Otwartość kulturowa. Pięciolatek, który spędził dzień w „włoskiej restauracji”, buduje sobie pierwsze pojęcie o tym, że na świecie istnieją inne kultury, inne kuchnie, inne tradycje. To jest fundament dla późniejszej tolerancji, ciekawości świata, otwartości na podróże.

Pierwsze pojęcia o Europie i geografii. „Włochy są daleko”. „We Włoszech mówi się po włosku”. „We Włoszech jedzą pizzę i pasta”. To są dla pięciolatka pierwsze „kotwice geograficzne”. Kraj, który ma kształt buta, zostaje w pamięci.

Otwartość na nowe smaki. Bazylia. Oliwa z oliwek. Mozzarella. Ocet balsamiczny. To są smaki, których wiele Krasnoludków nigdy wcześniej nie próbowało. Każdy nowy smak to jest poszerzenie dziecięcej palety sensorycznej. Im więcej tych smaków, tym lepiej rozwinięte zmysły.

Praca zespołowa. Przygotowanie posiłku dla całej grupy wymaga współpracy. „Ja kroję pomidory, ty rób ciasto”. „Pomóż mi wyciągnąć paprykę”. „Czy ja mogę dostać oliwki?”. Krasnoludki spontanicznie organizują się w mały kucharski zespół. To jest jedna z najlepszych szkół wczesnej współpracy.

Pierwsze włoskie słowa. Buongiorno. Pizza. Pasta. Insalata. Bambini. Mamma mia. Te kilka słów, raz nauczone w przyjemnym kontekście, zostają w głowie na lata. I są dobrym fundamentem dla późniejszej nauki włoskiego — gdyby Krasnoludek kiedyś chciał.

Co Rodzic może zrobić w domu

Domowy dzień włoski jest niezwykle łatwy do zorganizowania. Kilka pomysłów:

Pizza domowa. Najlepiej zrobić ciasto od zera, ale można też kupić gotowe (jakość jest zwykle do przyjęcia). Dziecko bardzo lubi „zdobić” pizzę — niech samo wybiera, co dodać. Eksperymentowanie ze smakami w bezpiecznym kontekście pizzy to jedna z najlepszych dziecięcych zabaw.

Włoska sałatka caprese. Pomidor + mozzarella + bazylia + oliwa + ocet balsamiczny. Nic prostszego. Dziecko może samo układać warstwy.

Spaghetti. Klasyk. Dziecko może mieszać sos, gotować makaron, posypywać parmezanem. Plus — spaghetti to świetne ćwiczenie dla dłoni, bo trzeba je nawijać widelcem.

Wybierzcie się do włoskiej restauracji. W Warszawie jest mnóstwo dobrych włoskich knajp. Wizyta w prawdziwej włoskiej restauracji, gdzie jest włoska muzyka, włoskie napisy, włoscy kelnerzy — to jest dla pięciolatka prawdziwa kulturowa przygoda.

Posłuchajcie razem włoskiej muzyki. Klasyka — Pavarotti, Bocelli. Albo lekka — Eros Ramazzotti, Tiziano Ferro. Niech w domu w niedzielne popołudnie gra coś włoskiego. Dziecko wsiąka w melodie.

Pokażcie zdjęcia Włoch. Koloseum. Wieża w Pizie. Kanały weneckie. Wybrzeże Amalfi. Pizza Margherita. Te obrazy, raz oglądane, budują w głowie Dziecka „mapę świata”, do której wraca się przez całe życie.

Co zostało po naszym dniu włoskim

Tygodnie po naszym piątku w „pizzerii Krasnoludek” Krasnoludki wciąż mówiły między sobą „pizza” z włoską intonacją. Niektóre rodziny w weekend zrobiły domową pizzę „bo my wczoraj robiliśmy w przedszkolu”. Inni rodzice zabrali Dzieci do prawdziwej włoskiej knajpy — gdzie Krasnoludki, ku zdumieniu rodziców, identyfikowały „prawdziwą” pizzę i porównywały ze swoją.

I to jest właśnie sens tych dni. Bo każdy międzynarodowy dzień w naszym przedszkolu to nie tylko fajna zabawa — to jest budowanie globalnego przedszkolaka. Pięciolatek, który już wie, że istnieją Włochy, Francja, Hiszpania, Meksyk, Japonia — wyrośnie na dorosłego, który nie boi się świata, który chce go odkrywać, który ma w głowie szeroką, ciekawą mapę.

A wszystko zaczyna się od jednego prostego dnia, w którym Krasnoludek wałkuje ciasto na pizzę i mówi „buongiorno!”.


Zobacz reel z naszego dnia w pizzerii Krasnoludek →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu