Szklana kulka, farba i tacka — czego uczy Dziecko sztuka, w której nie kontroluje się efektu

Małgorzata Puszkiewicz · Kadra przedszkola ·

W Art Academy mamy w repertuarze ćwiczenie, które powraca do nas co kilka miesięcy i które za każdym razem zaskakuje mnie tym, jak głęboko działa na dzieci. Nazywam je „marble painting” — malowanie kulką. Po polsku można powiedzieć „malowanie szklaną kulką” albo „malowanie tocznym wzorem”. Niezależnie od nazwy, technika jest prosta i pedagogika za nią jest fascynująca.

Dziecko bierze tackę, kładzie na niej arkusz papieru, kapie na arkusz kilka kropel farby — najlepiej w różnych kolorach. Potem wrzuca na kartkę szklaną kulkę i zaczyna delikatnie przechylać tackę. Kulka toczy się sama. Farba przykleja się do kulki i ciągnie się za nią po kartce, tworząc kręte ścieżki. Niektóre kolory się mieszają. Inne biegną osobno. Każde przechylenie tworzy nową linię. Każdy ruch dziecka zmienia kompozycję.

Po kilku minutach dziecko podnosi tackę, wyjmuje kartkę i patrzy. Na papierze jest obraz, którego nikt nie zaplanował. Nie ma kompozycji. Nie ma głównego motywu. Jest abstrakcja — nieprzewidywalna, szalona, pełna swobody. I jest piękna. Każdy obraz jest piękny.

W tym artykule chcę porozmawiać o tym, dlaczego marble painting jest dla mnie tak ważny pedagogicznie. Dlaczego co kilka miesięcy wracamy do tej techniki. I co konkretnie buduje się w dziecku, kiedy przez piętnaście minut tworzy sztukę, której nie kontroluje.

Co to jest „process art”

Termin „process art” pochodzi z lat sześćdziesiątych XX wieku — z Nowego Jorku, z prac amerykańskich artystów, którzy zaczęli kwestionować podstawowe założenie sztuki. Zakładało się wtedy — i często zakłada się do dziś — że artysta ma pomysł, planuje, realizuje. Końcowy produkt jest tym, co się liczy. Proces jest tylko drogą do tego produktu.

Process art odwrócił to założenie. Powiedział: produkt nie ma znaczenia — proces jest sztuką. Liczy się to, co dzieje się w trakcie tworzenia, nie to, co zostaje na końcu. Artyści tego nurtu — Robert Morris, Eva Hesse, Lynda Benglis i inni — eksperymentowali z technikami, w których efekt był nieprzewidywalny. Lali farbę z wysokości. Pozwalali materiałom samym układać się na podłodze. Pozostawiali grawitacji, czasowi, przypadkowi rolę współautora.

W pedagogice dziecięcej ten nurt wszedł znacznie później — i powoli. Bo do dziś większość zajęć plastycznych w przedszkolach i szkołach jest skoncentrowanych na produkcie. „Namaluj kwiat”. „Zrób kotka z plasteliny”. „Wytnij choinkę”. Cel jest jasny od początku. Dziecko ma odtworzyć coś, co dorosły wymyślił.

W Art Academy idziemy inną drogą. Co kilka miesięcy — szczególnie w październiku, kiedy dni stają się ciemniejsze i dzieci potrzebują koloru — wracamy do process art. I marble painting jest moim ulubionym ćwiczeniem z tej grupy.

Dlaczego puścić kontrolę

Tu chcę być z Państwem szczera, bo to jest dla mnie temat osobisty. Ja, jako pedagog i jako dorosły, też walczyłam z tym ćwiczeniem na początku. Każdy mój odruch — nauczycielski, organizacyjny, estetyczny — chce kontrolować. Chce, żeby kompozycja była ładna. Żeby kolory się dobrze łączyły. Żeby nie było bałaganu na podłodze. Każde z tych pragnień jest zrozumiałe — ale każde z nich jest tu wrogiem.

Bo marble painting działa tylko wtedy, kiedy dziecko czuje, że nie ma być „dobrze”. Nie ma być „ładnie”. Nie ma być „udane”. Ma być po prostu — eksperymentalne. Jeśli dziecko poczuje, że ja oceniam, czy kompozycja się udała — natychmiast wraca do trybu „realizuję cudze oczekiwania”. A ten tryb zabija eksperymentalność.

Dlatego pierwsze, co robię na takim zajęciu, to wyraźnie powtarzam dzieciom — w obu językach — że nie ma „dobrego” wyniku. Każdy obraz, jaki powstanie, jest dobry. Każdy obraz, którego sami nie polubicie, też jest dobry. Każdy będzie powieszony w naszej galerii — i każdy będzie miał swoje miejsce.

Po kilku takich zajęciach dzieci to internalizują. Już nie pytają „czy mogę?”. Już nie sprawdzają, czy „dobrze robię”. Już są w trybie eksperymentu. I wtedy zaczyna się prawdziwa praca.

Co konkretnie się dzieje

Pozwolę sobie opisać konkretną sesję, żeby Państwo mogli zobaczyć, jak to wygląda od środka.

Zaczynamy od przygotowania. Każde dziecko dostaje tackę — taką prostą, plastikową, z bortami około trzech-czterech centymetrów. Kładę na każdej tacce arkusz białego papieru. Mam też miseczki z farbami w żywych kolorach — czerwony, niebieski, żółty, fioletowy, zielony. I małe szklane kulki — takie, jakimi dzieci kiedyś bawiły się na podwórku.

Dzieci siadają. Każde wybiera trzy lub cztery kolory. Kapnie kropelkę każdego na różnych miejscach kartki. Niektóre dzieci robią starannie — kropla w każdym rogu, równo rozmieszczone. Inne dzielą się — pięć kropel czerwonej, jedna niebieska, gęsto w środku. Jeszcze inne wyrzucają na kartkę całe kałuże, tak że trzeba ostrożnie nieść tackę do stołu.

Potem wkłada się kulkę. „One marble or two?” — pytam. Niektóre dzieci wybierają jedną. Inne dwie. Inne trzy. Każde swoje. I zaczyna się.

Tacka się przechyla. Kulka toczy się powoli — najpierw przez czerwoną kropelkę, potem przez niebieską. Linia, którą zostawia, ma kolor czerwono-niebieski. Następne przechylenie — kulka wraca, mija fioletowy, robi pętlę, zostawia na papierze nową ścieżkę. Niektóre dzieci przechylają delikatnie, w mikro-ruchach. Inne potrząsają tacką dynamicznie, aż kulki latają z huku. Każde dziecko ma swój styl.

Po pięciu minutach na papierze już są ślady — kręte, splątane, kolorowe. Niektóre obrazy wyglądają jak abstrakcyjne sieci. Inne jak burze kolorów. Inne jak delikatne mgliste liny.

Dzieci przerywają i patrzą. Niektóre są zachwycone — „Look! It looks like fire!”. Inne nie do końca zadowolone — „Hmm, can I do another?”. Mogą. Każde dziecko może zrobić tyle obrazów, ile chce. Jedno z dzieci raz zrobiło sześć obrazów w ciągu jednych zajęć. Każdy inny.

Po godzinie wszystkie obrazy schną na stole. Każdy jest unikalny. Żaden nie wygląda jak drugi. I każdy — naprawdę każdy — jest piękny.

Co buduje się w dziecku

Tu chcę porozmawiać o pięciu rzeczach, które obserwuję w dzieciach, kiedy regularnie pracują z marble painting. Każda z nich jest dla mnie ważna.

Pierwsza rzecz — komfort z nieprzewidywalnością. Dziecko, które przez piętnaście minut robi sztukę, której nie kontroluje, ćwiczy coś, czego dorosły świat odbiera od niego coraz wcześniej. Komfort z tym, że nie wszystko da się przewidzieć. Komfort z tym, że proces ma swoje życie. Komfort z tym, że ja jestem tylko częścią systemu, a nie jego dyrygentem.

To jest fundamentalne ćwiczenie psychiczne. Bo dorosły świat — szkoła, kariera, codzienność — wzmacnia w nas przekonanie, że jeśli się dobrze przygotujemy, jeśli włożymy w coś wystarczająco dużo wysiłku, jeśli zaplanujemy każdy krok — to wynik będzie taki, jak chcieliśmy. Życie tego nie potwierdza. Życie jest pełne przypadku, niespodzianek, rzeczy poza naszą kontrolą. Dorosły, który tego nie umie znieść, cierpi. Dorosły, który to akceptuje, jest spokojniejszy, bardziej kreatywny, mniej niepokoju w nim siedzi.

Marble painting jest ćwiczeniem tego komfortu. Małym. Pięcio-, dziesięcio-, piętnastominutowym. Ale powtarzanym przez lata — buduje w dziecku coś trwałego.

Druga rzecz — zaufanie do procesu. Dziecko widzi, że choć nie kontroluje, co się stanie, w końcu pojawia się coś pięknego. Każdy raz. To jest mała, drobna obserwacja — ale powtórzona dwadzieścia razy w roku zostaje w dziecku jako głębokie przekonanie. Świat sam coś tworzy. Wystarczy nie przeszkadzać.

W psychologii dorosłej istnieje termin, który to oddaje — „zaufanie do procesu”. Ludzie, którzy mają to zaufanie, są szczęśliwsi. Łatwiej im przechodzić przez kryzysy. Łatwiej im rozpoczynać nowe rzeczy bez pewności rezultatu. To jest cecha, której się nie nauczy w średnim wieku — albo się ją ma od dzieciństwa, albo trzeba ją z trudem wybudować w terapii.

Trzecia rzecz — radość z koloru. Dzieci, które robią marble painting, są często autentycznie zachwycone, kiedy widzą, jak żółta i czerwona farba mieszają się w pomarańczową w jednej z kresek kulki. „Look, orange!” — krzyczą. Tak, kolory się mieszają — i te mieszanki są dla dziecka odkryciem. Nikt im nie powiedział „pokażę wam, że żółty plus czerwony równa się pomarańczowy”. One same to odkryły. Sam fakt eksperymentu uruchomił w nich naukową obserwację.

Czwarta rzecz — angielski jako język eksperymentu. Każde takie zajęcie to dla mnie okazja do nauczania angielskiego. Ale nie jako lekcja — jako naturalne narzędzie do mówienia o tym, co się dzieje. „Tilt the tray. Slowly. Now faster. Look, the marble is going to the corner. Add another colour. Which colour do you want?”. Dzieci słyszą te zdania, rozumieją z kontekstu, czasem odpowiadają. Każde zajęcie to mikro-immersja. Po roku — efekt jest realny.

Piąta rzecz — pokora. Dziecko, które stworzyło coś pięknego, czuje dumę. Ale wie, że nie zrobiło tego całkiem samo. Kulka też pomogła. Grawitacja też pomogła. Farba też miała swoje słowo. Dziecko czuje, że jest częścią większego systemu, że nie jest jedynym autorem swojego dzieła. To jest dla mnie pedagogicznie bardzo ważne. Bo dorośli z mocnym ego, którzy wierzą, że wszystko w ich życiu zależy tylko od nich, są często nieszczęśliwi. Realny obraz świata to obraz, w którym jesteśmy partnerami z systemem — nie jedynymi sprawcami.

Co rodzic może zrobić w domu

Pierwsza praktyka — własne marble painting w domu. Można to zrobić niedrogo. Wystarczy stara plastikowa tacka, kilka tempera, kartka papieru i kulka — może być nawet z gry w „kapsle”, może być koralik, może być mała piłeczka. Niech dziecko po prostu eksperymentuje. Każda kompozycja jest dobra.

Druga praktyka — inne formy process art. Jest wiele prostych technik, które idą w tym samym kierunku. Malowanie sznurkiem zanurzonym w farbie. Lanie farby z wysokości. Drukowanie pieczątkami z naturalnych materiałów. Każda z tych technik buduje to samo — komfort z eksperymentem, zaufanie do procesu.

Trzecia praktyka — niewieszanie tylko „udanych” prac. Jeśli dziecko zrobi pięć kompozycji marble painting, niech państwo nie wybierają „najładniejszej” do powieszenia. Niech państwo powieszą wszystkie. Albo niech dziecko wybierze samo. Jeśli państwo wybiorą — sygnalizują, że są lepsze i gorsze prace. A w process art ta różnica nie istnieje.

Czwarta praktyka — proces, nie wynik. Kiedy dziecko wraca z taką pracą do domu, niech państwo nie pytają „a co to ma być?”. Niech zapytają „a jak ci się to robiło?”. To pytanie kieruje uwagę dziecka na proces — który jest tu treścią, nie produkt.

Piąta praktyka — własne process art dorosłego. Niech państwo czasem sami spróbują. Wziąć tackę, farbę, kulkę. Sami zrobić obraz. Pokazać dziecku, że dorośli też tak robią. Że dorośli też nie wszystko kontrolują. Że dorośli też mogą się bawić bez planu. Ten model, w którym dorosły jest też w trybie eksperymentu, jest dla dziecka rewelacyjny.

Po co to wszystko

Bo dzieci, które przeszły przez Art Academy, idą w dorosłość z czymś, co większość dorosłych musi z trudem rekonstruować w terapii. Idą z komfortem wobec procesu, którego nie kontrolują. Z zaufaniem do tego, że kiedy puszczą kontrolę, świat sam coś stworzy. Z zachwytem wobec koloru, który mieszał się sam. Z poczuciem, że kulka, grawitacja, farba i ja — to jeden system, w którym wszyscy współtworzymy.

Wiemy, że żyjemy w świecie, który nas niepokoi. Świat, który stale każe nam kontrolować — nasze finanse, naszą karierę, nasz wizerunek, nasze ciało, nasze relacje. Każe nam mieć plan. Każe nam się starać. Każe nam być sprawnymi.

A jednak największe rzeczy w życiu — pierwsze miłości, najlepsze pomysły, najbardziej satysfakcjonujące dzieła, najszczersze relacje — przychodzą wtedy, kiedy puścimy kontrolę. Kiedy pozwolimy procesowi się rozwijać. Kiedy zostaniemy partnerami, a nie dyktatorami.

Tej kompetencji nie da się wykładem. Można jej tylko ćwiczyć. I marble painting jest jednym z najpiękniejszych ćwiczeń, jakie znam. Bo dziecko trzy razy w roku, przez piętnaście minut, jest w stanie, w którym dorosły potrafi być coraz rzadziej.

Mam nadzieję, że nasze Krasnoludki, kiedy będą dorosłe, nie zapomną kulki w farbie. I że w trudnym dorosłym dniu, kiedy wszystko zaczyna iść nie tak, jak chcieli — przypomną sobie. „Tak. Pamiętam. Czasem trzeba puścić tackę. Kulka pomoże”.


Zobacz reel z marble painting →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu