W maju zaczyna się dla nas i dla Rodziców szczególny czas. Najstarsza grupa w naszym przedszkolu — Mędrki — powoli odlicza dni do końca przedszkolnej przygody. We wrześniu wkroczą do pierwszej klasy. I wraz z tą zbliżającą się zmianą u Rodziców budzi się to samo pytanie, które słyszymy każdego roku: „A czy moje Dziecko poradzi sobie z czytaniem i pisaniem?”
Odpowiadamy zwykle z uśmiechem, ale bardzo poważnie: tak, poradzi sobie — pod warunkiem, że nie próbujemy ścigać go z systemem edukacyjnym ani z innymi Dziećmi. Każdy mózg dorasta do liter w swoim tempie, a naszym zadaniem nie jest „wyprzedzić szkołę”, tylko zbudować w Dziecku takie zaplecze, żeby kiedy szkoła zacznie uczyć liter, Dziecko miało już wszystko, co potrzeba, żeby je przyjąć.
I właśnie nad tym zapleczem pracujemy z Krasnoludkami przez cały okres edukacji przedszkolnej.
Czym tak naprawdę jest gotowość do czytania i pisania
Wiele osób myśli, że gotowość do nauki czytania to „znajomość liter”. A pisania — „umiejętność trzymania długopisu”. To bardzo zwodnicze uproszczenia. Dziecko może bezbłędnie nazwać wszystkie 32 litery polskiego alfabetu i jednocześnie nie być gotowe do prawdziwej nauki czytania, bo brak mu fundamentu, który nie ma z literami nic wspólnego.
Ten fundament składa się z wielu elementów. Po pierwsze — z koordynacji ruchów ciała. Dziecko, które nie umie skoordynować rąk i nóg, nie umie też skoordynować ruchu oka po linijce tekstu. Czytanie to ruch — oczy muszą nauczyć się prowadzić za tekstem od lewej do prawej, a potem wracać do następnej linijki. Trening rozpoczyna się dużo wcześniej, w tańcu, w wspinaczce, w skakaniu na jednej nodze.
Po drugie — z orientacji w przestrzeni. Litera „b” i litera „d” wyglądają w mózgu Dziecka identycznie, dopóki nie wykształci się stabilna mapa „lewo-prawo”. Dlatego zanim Dziecko zacznie rozróżniać te litery na papierze, musi rozróżniać je w powietrzu — wiedzieć, gdzie jest jej prawa, a gdzie lewa ręka, gdzie góra, a gdzie dół. To wszystko buduje się przez ruch.
Po trzecie — z koncentracji. Czytanie to wysiłek poznawczy, który trwa minutami, czasem kwadransami. Dziecko, które nie wytrzymuje przy zadaniu trzech minut, nie wytrzyma też przy lekcji, bez względu na to, jak dobrze zna literki. Dlatego ćwiczymy uwagę dosłownie codziennie, w setkach drobnych sytuacji.
Po czwarte — ze sprawnością ręki. Pisanie to bardzo wymagający sport. Mała dłoń pięciolatka musi opanować jednocześnie chwyt narzędzia (uchwyt szczypcowy), kontrolę linii, kontrolę nacisku, koordynację z okiem, a czasem dodatkowo — odporność na zmęczenie. Dlatego pracujemy nad ręką długo zanim podamy Dziecku zeszyt.
Po piąte — z bogatym językowym światem w głowie. Dziecko, które potrafi opowiedzieć historię, rozumie pojęcie zdania, wie, czym różni się pytanie od odpowiedzi, jest językowo gotowe na to, żeby zacząć kojarzyć dźwięki z literami. Bez tego nawet najbardziej staranne ćwiczenie literek będzie sztuką dla sztuki.
Jak konkretnie wygląda u nas przygotowanie
W codziennym życiu Mędrków nie ma „lekcji czytania” w formie znanej z pierwszej klasy. Jest natomiast bardzo dużo aktywności, które wszystkie razem przygotowują grunt pod naukę.
Ruch na pierwszym miejscu. Mędrki codziennie przechodzą przez tor przeszkód, balansują na linie narysowanej na podłodze, skaczą po wzorach, robią zmiany kierunku na komendę. To wygląda jak czysta zabawa. W rzeczywistości to systematyczny trening układu przedsionkowego, propriocepcji i koordynacji bilateralnej — czyli wszystkich tych systemów, które później pozwolą Dziecku spokojnie siedzieć przy ławce, śledzić wzrokiem tekst i prowadzić ołówek po linijce.
Litery rękami, nogami, w piasku, z patyków. Zanim litera trafi do zeszytu, musi przejść przez całe ciało. Z Mędrkami układamy litery z kasztanów, lepimy z plasteliny, rysujemy palcem w mące rozsypanej na tacce, robimy je ze sznurka, malujemy na papierze pakowym wielką pędzlem. Dziecko, które dziesięć razy zbudowało literę „A” z patyków, ma w głowie obraz tej litery, jakiego nigdy nie da mu nawet najlepszy podręcznik.
Rytm, śpiew, klaskanie. Świadomość fonologiczna — czyli zdolność do wychwytywania pojedynczych dźwięków w słowach — to najsilniejszy predyktor sukcesu w nauce czytania. Dlatego śpiewamy, klaszczemy w sylaby, liczymy głoski, bawimy się rymami, gramy w „znajdź słowo na literę…”. Dziecko, które potrafi rozpisać słowo na sylaby uderzeniami w stół, jest neurologicznie znacznie bliżej czytania niż Dziecko, które „zna literki”, ale nie słyszy struktury słowa.
Praca dłoni. Każdego dnia robimy coś, co ćwiczy małą motorykę. Nawlekamy korale na sznurki. Wycinamy nożyczkami. Lepimy z plasteliny. Składamy origami. Każda z tych aktywności wygląda jak mała zabawa, ale buduje siłę palców, koordynację oka i ręki, kontrolę precyzji.
Opowiadanie historii i rozmowa. W Mędrkach codziennie znajdujemy chwilę, żeby Dziecko opowiedziało coś własnymi słowami — bajkę, którą czytaliśmy, sen z nocy, plan na weekend. Zachęcamy do dłuższych zdań, do uzupełniania szczegółów, do logicznej kolejności wydarzeń. To buduje strukturę, której potem Dziecko będzie używało zarówno czytając cudze teksty, jak i tworząc własne.
Książki — codziennie. Mędrki słuchają książek w grupie, oglądają książki obrazkowe samodzielnie, „udają”, że czytają. Ten ostatni element jest paradoksalnie bardzo ważny — Dziecko, które trzyma w rękach książkę i opowiada własną wersję historii, robi pierwszy krok w stronę prawdziwego czytania.
Czego unikamy
Czego nie robimy w naszym przedszkolu — i często prosimy też Rodziców, żeby tego nie robili w domu — to mechanicznego ćwiczenia liter w zeszycie pod presją czasu. „Napisz literkę A dziesięć razy” to dla pięciolatka ćwiczenie, które wcale nie buduje umiejętności pisania, a często psuje motywację. Dziecko, które poczuje, że pisanie jest karą, na długo nabierze do niego niechęci.
Unikamy też porównywania Dzieci między sobą. Jedne piszą imię w wieku czterech lat, inne nie piszą do siedmiu — i jedno, i drugie jest w normie. Dziecko, które słyszy, że „kolega Krzyś już dawno pisze, a ty nie”, uczy się przede wszystkim wstydu, a nie pisania.
Nie spieszymy się też z formalną nauką liter. W metodyce Glenna Domana czy w niektórych szkołach skandynawskich Dzieci formalnie zaczynają czytać dopiero w wieku siedmiu lat — i mimo to wyrastają z nich znakomici czytelnicy. Polski system edukacyjny od Dziecka wymaga znacznie wcześniej, ale to nie znaczy, że my w przedszkolu musimy ten model przyspieszać. Wręcz przeciwnie — naszym zadaniem jest dać Dziecku spokój, zaplecze i pewność siebie, żeby weszło w pierwszą klasę z wewnętrzną gotowością, a nie z wyczerpaniem.
Co Rodzic może zrobić, żeby pomóc
Lista jest krótka i może się wydać aż za prosta. A działa najlepiej:
— Czytajcie razem co wieczór. Nawet pięć minut. Nawet tę samą książkę dziesiąty raz. Dziecko, któremu czytano regularnie, wchodzi do pierwszej klasy ze słownictwem dwa razy bogatszym niż Dziecko, któremu nie czytano. To jest największa pojedyncza różnica, jaką może zrobić Rodzic.
— Rozmawiajcie. O wszystkim, codziennie, długo. W samochodzie, przy kolacji, przed snem. Pytajcie Dziecko o opinię, słuchajcie jego historii, dopytujcie o szczegóły. Język pisany karmi się językiem mówionym.
— Dawajcie Dziecku okazję do ruchu. Spacery w lesie, wspinaczka po placu zabaw, taniec w salonie. Wszystko to buduje fundament, który za chwilę przerodzi się w sprawność szkolną.
— Cierpliwość. Jeśli Dziecko nie chce ćwiczyć liter — nie zmuszaj. Jeśli się myli — nie poprawiaj jak nauczyciel, raczej rozmawiaj. Jeśli mówi, że już nie potrafi — zaproponuj wspólną przerwę. Mózg Dziecka uczy się najlepiej w atmosferze bezpieczeństwa, nigdy w atmosferze presji.
— Świętujcie drobne kroki. Pierwszy raz, gdy Dziecko samo rozpozna w napisie swoje imię. Pierwsze słowo, które przeczyta z reklamy w autobusie. Pierwsza literka, którą napisze — krzywą, dużą, ale własną. Każda taka chwila buduje wewnętrzną wiarę „potrafię” — a to jest ostateczne paliwo nauki przez całe życie.
Najważniejsze przesłanie
Pierwsza klasa to nie egzamin, którego trzeba się bać. To kolejny etap przygody, do której Dziecko jest stopniowo przygotowywane całym przedszkolnym czasem. Naszą odpowiedzialnością jest, żeby do tego momentu Mędrki dotarły z silną dłonią, sprawnym ciałem, bogatym językiem, ciekawością świata i pewnością, że nauka jest fajna.
I jeśli ta pewność jest mocna, to litery same w sobie są już tylko technicznym detalem. Nauczy ich się każde Dziecko, którego mózg jest do tego gotowy — bez wyjątku.
W naszym przedszkolu mówimy więc Rodzicom: spokojnie. Ufajcie Dziecku. Ufajcie jego mózgowi. Ufajcie procesowi. A jeśli czujecie potrzebę zrobienia czegoś więcej w domu — zróbcie najprostszą rzecz świata: wieczorną książkę i długą rozmowę przy stole.
To naprawdę wystarczy, żeby z Mędrka wyrosło Dziecko, które pierwszego września wejdzie do pierwszej klasy spokojne, ciekawe i gotowe.