Pewność siebie i mocne strony — co dzieje się w głowie pięciolatka, kiedy słyszy „w czym jesteś dobry?”

Drużyna 7 Krasnoludków · Kadra przedszkola ·

Pewnego marcowego popołudnia, na zajęciach Treningu Umiejętności Społecznych, w grupie Mędrków, padło proste pytanie. „W czym jesteście dobrzy?”. Sześciolatki siedzące w kółku zamilkły. Pierwsze, co zrobiły, to popatrzyły po sobie — jakby liczyły na to, że odpowie kolega. Druga reakcja: niektórzy chichotali, inni się skuli, jedna dziewczynka cicho powiedziała „w niczym”. Dopiero po dłuższej chwili — kiedy nauczycielka poczekała, zachowała ciszę, dała przestrzeń — zaczęły padać pierwsze odpowiedzi. „Dobrze rysuję.” „Szybko biegam.” „Pomagam młodszym.” „Umiem już czytać.” „Świetnie się bawię.”

Ten moment jest dla pedagoga bezcenny. Bo to, co stało się w tej krótkiej chwili milczenia, jest dokładnie tym, co decyduje o całym dalszym życiu Dziecka. To moment, w którym pięciolatek, sześciolatek staje przed pytaniem o swoje mocne strony — i musi się z nim zmierzyć. Po raz pierwszy, ale nie ostatni. Bo to pytanie będzie wracało w jego życiu. Na rozmowie kwalifikacyjnej. Przed kandydaturą do szkoły. W rozmowie z partnerem. W terapii, jeśli kiedyś będzie. W każdej znaczącej chwili dorosłości.

I to, jak Dziecko nauczy się na nie odpowiadać dziś — będzie wzorem, według którego będzie odpowiadało potem.

Dlaczego pytanie o mocne strony jest takie trudne

W naszej kulturze panuje pewien wzorzec, który — choć z pozoru sympatyczny — w rzeczywistości robi krzywdę szczególnie dzieciom. Wzorzec mówi: „nie wolno chwalić się sobą”, „skromność jest cnotą”, „kto się chwali, ten paskudny”, „lepiej, żeby pochwała przyszła od innych”. Z najlepszą intencją wychowujemy w tym duchu kolejne pokolenia. Polska wersja tego wzorca jest szczególnie silna — historia, religia, kultura, wszystko popycha nas w kierunku skromności.

Skromność jest piękna. Ale skromność i niewiedza o sobie to są dwie różne rzeczy. Dziecko wychowane w przekonaniu, że nie wolno mówić, w czym jest dobre, dorasta nie jako człowiek skromny, tylko jako człowiek nieświadomy własnych zasobów. A człowiek nieświadomy własnych zasobów nie umie z nich skorzystać. W dorosłym życiu staje przed wyzwaniami — i nie wie, co właściwie ma w plecaku. Nie wie, w czym jest dobry. Nie wie, na czym może się oprzeć. To jest jedno z największych źródeł cierpienia w polskiej dorosłości — i jedno z głównych powodów, dla których w ogóle to robimy w przedszkolu.

Drugi powód, dla którego pytanie o mocne strony jest dla Dziecka trudne — to że Dziecko zwykle nie ma jeszcze nawyku obserwowania siebie z zewnątrz. Pięciolatek żyje w sobie. Świat jest dla niego pierwszoosobowy. Pytanie „w czym jesteś dobry?” wymaga od Dziecka zrobienia czegoś, co psycholodzy rozwojowi nazywają „decentracją” — wyjścia z własnej perspektywy i spojrzenia na siebie z boku. To jest umiejętność, która rozwija się stopniowo i wymaga pracy. W naszym TUS-ie ćwiczymy ją systematycznie, krok po kroku.

Mocne strony — co my przez to rozumiemy

Tu chcemy być z Państwem precyzyjni, bo „mocne strony” to pojęcie, które łatwo źle zrozumieć. Niektórzy Rodzice, kiedy pytamy ich o mocne strony Dziecka, opowiadają o osiągnięciach. „Zdał egzamin z angielskiego.” „Wygrał zawody pływackie.” „Świetnie tańczy w klubie tańca”. To są efekty. Mocne strony to coś innego.

Mocna strona to wewnętrzna cecha Dziecka, która powoduje, że pewne rzeczy idą mu naturalnie łatwiej. To może być cierpliwość. To może być zaciekawienie światem. To może być empatia wobec młodszych. To może być umiejętność słuchania. To może być wytrwałość. To może być poczucie humoru. To może być dokładność. To może być odwaga. Mocna strona nie musi być widoczna w żadnym konkretnym osiągnięciu — może objawiać się dopiero wtedy, kiedy Dziecko spotka się z konkretną sytuacją, w której tej cechy potrzeba.

Dziecko, które potrafi rozpoznawać swoje mocne strony, zna siebie. A znajomość siebie jest jednym z najtrudniejszych zadań życiowych. Większość dorosłych nie ukończyła go nawet po pięćdziesiątce. My próbujemy je rozpocząć z naszymi Krasnoludkami w wieku pięciu lat. Bo wiemy — z badań, z obserwacji, z doświadczenia — że im wcześniej Dziecko zacznie tę drogę, tym dalej zajdzie.

Jak to ćwiczymy

Nasze podejście jest bardzo konkretne i bardzo cierpliwe. Nie zaczynamy od pytania „w czym jesteś dobry?”. To pytanie jest finalne, dopiero kiedy wcześniej zbudujemy słownik. Pierwsze ćwiczenia, jakie robimy w grupie Mędrków i Elfów, to obserwacje innych. „Co Twoja koleżanka robi dobrze?”. „W czym Wasza grupa wczoraj się wyróżniła?”. „Co Pan Robótka zauważył dziś w naszej pracy?”.

To pytania łatwiejsze niż pytania o siebie. Bo dla Dziecka łatwiej zauważyć, że Marysia świetnie rysuje, niż że ono samo świetnie buduje wieże z klocków. Obserwacje innych są punktem wyjścia. Powoli, krok po kroku, przeprowadzamy uwagę Dziecka z rówieśnika na siebie.

Drugi etap — Dziecko zaczyna mówić, co lubi robić. „Lubię gotować z Mamą.” „Lubię śpiewać.” „Lubię się przebierać i robić teatr”. To jest pomost między obserwacją a samooceną. Bo to, co Dziecko lubi robić, zwykle pokrywa się — choć nie zawsze — z tym, w czym jest dobre. Lubi rysować, bo dłonie mu chodzą lekko. Lubi pomagać młodszym, bo ma w sobie naturalną opiekuńczość. Lubi opowiadać, bo ma fantazję. Lubienie jest pierwszym sygnałem, że jakaś mocna strona istnieje.

Trzeci etap — najwyższy, najpiękniejszy, najtrudniejszy. Dziecko nazywa swoje mocne strony. „Jestem dobry w robieniu wież z klocków, bo wytrzymuję długo, kiedy się rozsypuje, i próbuję dalej”. To zdanie z ust pięciolatka jest, w naszej ocenie, bezcenne. Bo zawiera w sobie nie tylko mocną stronę („wytrwałość”), ale i mechanizm, który Dziecko za nią rozpoznaje. To jest poziom samoświadomości, którego wielu dorosłych nigdy nie osiąga.

Każde z tych etapów wymaga czasu. Każde z nich pokonujemy z Dzieckiem w jego tempie. Niektóre Dzieci wchodzą w nie szybko, inne potrzebują miesięcy. Ale dla każdego, kto przejdzie ten cykl, efekt jest podobny — trwała, zdrowa, oparta na obserwacji świadomość siebie.

Co to daje Dziecku

Dziecko, które wie, w czym jest dobre, wchodzi w trudne sytuacje inaczej niż Dziecko, które tego nie wie. To jest pierwsza, najważniejsza zmiana.

Wyobraźmy sobie konkretną sytuację. Pierwsza klasa szkoły podstawowej. Pani prosi, żeby dzieci podzieliły się na grupy do projektu. Dwa Dzieci, które w przedszkolu były w naszym TUS-ie i wiedzą, że są dobre w pewnych konkretach. Pierwsze mówi: „Ja umiem dobrze rysować, więc mogę zrobić plakat”. Drugie: „Ja umiem dobrze opowiadać, więc mogę zaprezentować to klasie”. To są dwa zdania, które natychmiast zmieniają dynamikę całej grupy. Dziecko, które ma świadomość mocnych stron, włącza się. Bierze inicjatywę. Proponuje coś konkretnego. I robi to z poczucia własnej wartości — nie po to, żeby się wykazać, tylko po to, żeby grupa zrobiła dobry projekt.

Teraz to samo, ale bez TUS-u. Dziecko siedzi cicho. Czeka, aż ktoś inny wymyśli, co ono ma robić. Albo prosi: „Ja ci pomogę z czymkolwiek”. Albo, w gorszym scenariuszu, rezygnuje: „Ja w niczym nie jestem dobry, dajcie mnie do dowolnej grupy”. To są zachowania dziecka bez świadomości własnych zasobów. Nie chodzi o to, że to dziecko jest gorsze. Chodzi o to, że nie umie z siebie skorzystać, bo nikt go tego nie nauczył.

Druga zmiana — odporność na porażki. Dziecko, które wie, że jest dobre w trzech rzeczach, może spokojniej znieść porażkę w czwartej. Bo ma na czym oprzeć swoją wartość. Nie zostaje sprowadzona do zera, kiedy coś nie wyjdzie. Może powiedzieć sobie: „dziś nie udało mi się to, ale wczoraj świetnie zrobiłem tamto”. To jest podstawa zdrowej psychiki dorosłego. Bardzo wielu dorosłych, którzy w terapii pracują nad poczuciem własnej wartości, odbudowuje dokładnie ten mechanizm — który mógł zostać zbudowany w przedszkolu, gdyby się tym zajęto.

Trzecia zmiana — odwaga w wyzwaniach. Dziecko, które zna siebie, śmielej podejmuje próby. Bo wie, że nawet jeśli mu coś nie wyjdzie, to nie znaczy, że jest złe. Wie, że się z czegoś składa. Może zaryzykować nową aktywność, nowy klub, nową przyjaźń, nową szkołę. Bo nawet jeśli coś nie zadziała, ono zostanie sobą — z bagażem swoich mocnych stron, gotowym do następnej próby.

Niebezpieczeństwa, których staramy się unikać

Praca z mocnymi stronami Dziecka ma swoje pułapki. Wymieniamy je tu szczerze, bo Państwo, jako Rodzice, mogą się z nimi spotkać i warto je rozumieć.

Pierwsza pułapka — fałszywa pochwała. Mówienie Dziecku „świetnie ci wyszło” wtedy, kiedy ewidentnie nie wyszło, jest szkodliwe. Dziecko widzi prawdę. Potrafi rozróżnić, kiedy dorosły mówi szczerze, a kiedy mówi z uprzejmości. Jeśli Państwo będą Dziecko chwalić w sytuacjach, w których nie zasługuje na pochwałę, Dziecko z czasem przestanie ufać Państwa pochwałom w ogóle. A wtedy nawet szczera pochwała nie będzie do niego docierać. To jest jedna z największych pułapek współczesnego rodzicielstwa „pozytywnego”.

Druga pułapka — przypisywanie Dziecku mocnych stron, których nie ma. Dziecko, które słyszy, że jest „mistrzem matematyki”, a co tydzień widzi w klasie, że nie idzie mu z liczbami — wpada w dysonans, który niszczy zaufanie do dorosłych. Lepiej zauważyć, że jest „mistrzem cierpliwości” albo „mistrzem opowiadania historii” — i tym budować jego pewność siebie. Każde Dziecko jest w czymś naprawdę dobre. Trzeba to dobrze zauważyć.

Trzecia pułapka — porównania z innymi dziećmi. „Jesteś dobry w czytaniu, lepszy niż większość kolegów” — to zdanie wydaje się pozytywne, ale działa destrukcyjnie. Bo Dziecko zaczyna myśleć, że jego wartość zależy od tego, że inni są gorsi. Kiedy spotka kogoś lepszego — załamie się. Lepiej formułować mocne strony absolutnie, nie relatywnie. „Jesteś dobry w czytaniu, bo szybko zapamiętujesz, co przeczytałeś”. Bez porównań.

Czwarta pułapka — zafiksowanie na jednej mocnej stronie. Dziecko, które słyszy ciągle, że jest „artystą”, w pewnym wieku może zacząć się buntować. Bo czuje, że jest sprowadzane do jednej cechy. Mocne strony to cały wachlarz — chcemy z Dzieckiem ten wachlarz odkrywać, nie zatrzymywać się na jednej cesze.

Co Rodzic może zrobić w domu

Pierwsza praktyka — codzienna obserwacja. W rozmowie z Dzieckiem, na koniec dnia, można zapytać: „Co dziś zrobiłeś dobrze?”. Albo: „Z czego dziś jesteś dumny?”. Te pytania są ważniejsze niż „co ci się dziś podobało?”, bo wprowadzają Dziecko w refleksję nad sobą, a nie tylko nad otaczającym światem. Po kilku miesiącach takich pytań Dziecko samo zacznie sobie je zadawać. To jest dla nas największa nagroda.

Druga praktyka — nazywanie konkretu. Kiedy widzą Państwo, że Dziecko coś zrobiło dobrze, niech nazwą to konkretnie. Nie „brawo, super!” — tylko „zauważyłem, że bardzo cierpliwie zbudowałeś tę wieżę, mimo że dwa razy się rozsypała”. Konkretna nazwa cechy zostaje w głowie Dziecka. Ogólne „brawo” — nie zostaje w żadnej. Dziecko, słysząc „cierpliwie”, uczy się, że ta cecha jest dla Państwa ważna i że Państwo ją w nim widzą.

Trzecia praktyka — opowiadanie historii rodzinnych. Jednym z najsilniejszych źródeł poczucia własnej wartości u Dziecka jest wiedza o swojej rodzinie. Babcia była nauczycielką. Dziadek prowadził własny warsztat. Mama jest dobra w organizacji. Tata umie naprawiać wszystko. Dziecko, które słyszy te historie, zaczyna budować obraz siebie jako kogoś z rodu kompetentnych. To jest silniejsze, niż się wydaje. Badania pokazują, że dzieci, które znają historię swojej rodziny, mają wyższe poczucie własnej wartości i lepiej radzą sobie z trudnościami w dorosłym życiu.

Czwarta praktyka — pozwalanie na wybory. Dziecko, które w ciągu dnia podejmuje kilka swoich własnych decyzji — co zjeść na drugie śniadanie, jaką książkę przeczytać przed snem, jakie buty założyć rano — buduje pewność siebie inaczej niż Dziecko, którego dzień jest w pełni zaplanowany przez dorosłych. Każda mała decyzja jest treningiem zaufania do siebie. „Wybrałem buty czerwone i nikt mi nie kazał. To była moja decyzja”. To brzmi jak banał, ale dla pięciolatka jest fundamentem.

Co Krasnoludki niosą dalej

Wiele lat temu jedna z naszych byłych Krasnoludków, dziś już dorosła, napisała do nas list. Pisała, że pamięta z naszego przedszkola jeden moment szczególnie. Stała kiedyś nad swoją pracą plastyczną, niezadowolona z efektu. Jedna z naszych Pań przyszła, popatrzyła i powiedziała: „Widzę, że wybrałaś bardzo nietypowe kolory. To jest twoja własna myśl. Zachowaj tę odwagę”. Ten moment, jak napisała, towarzyszył jej przez całe nastoletnie i wczesne dorosłe życie. Kiedy ktoś krytykował jej wybory, kiedy ktoś naciskał na konformizm, kiedy sama wątpiła — w tle słyszała ten głos: „Zachowaj tę odwagę. To jest twoja własna myśl”.

To jest moc, którą my w przedszkolu mamy. I którą staramy się wykorzystywać każdego dnia — nie z planem, nie z programu, tylko z konkretnych chwil, w których Dziecko stoi przed sobą i pyta, kim jest.

W naszym przedszkolu uczymy Dzieci kochać siebie. To jest najprostsze zdanie, jakim możemy podsumować to, co robimy. Uczymy ich kochać siebie — nie samolubnie, nie egoistycznie, nie w opozycji do innych. Po prostu siebie. Bo Dziecko, które kocha siebie, lepiej kocha innych. Dziecko, które jest pewne siebie, lepiej dba o słabszych. Dziecko, które zna swoje mocne strony, łatwiej je wykorzystuje dla wspólnego dobra.

A to jest pedagogika, w którą wierzymy całym sercem. I którą — chociaż brzmi prosto — będziemy budować w naszych Krasnoludkach przez każdy dzień, który u nas przeżyją.


Zobacz reel z naszych zajęć o mocnych stronach →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu