Skrzaty i Smok Wawelski — co dzieje się w głowie trzylatka, który po raz pierwszy słyszy legendę

Drużyna 7 Krasnoludków · Kadra przedszkola ·

W tym miesiącu w naszym przedszkolu dzieje się coś szczególnego. Wszystkie nasze grupy — Mędrki, Elfy, Skrzaty — poznają Kraków. Każda na swój sposób. Każda w swoim tempie. Każda na własnych zasadach. Mędrki czytają o królu Popielu. Elfy budują z kartonu Wawel. A Skrzaty — nasze najmłodsze, najdzielniejsze, najbardziej ciekawe świata Krasnoludki, dzieci trzyletnie i czteroletnie — zaprzyjaźniły się ze Smokiem Wawelskim.

Trzylatek przyjaźnić się ze Smokiem Wawelskim? Trochę zabawne brzmi. Trochę naciągane. Ale w naszej pedagogice — naprawdę. Tak po prostu. Skrzaty wiedzą, że Smok jest ich. Mówią o nim Smok. Zarazem ze strachem i z czułością. Jedno z naszych Skrzatów ostatnio powiedziało: „Smok zjadł baranka, ale Krasnoludki dzisiaj go pogłaskały i już nie zje”. To zdanie, w jego prostocie, jest dla nas zdaniem-perłą. Dziecko zrobiło coś, czego nie zrobi żaden algorytm — uchwyciło istotę legendy i przekształciło ją w czynną postawę: pomóc, nakarmić, oswoić.

W tym artykule chcemy z Państwem porozmawiać o tym, dlaczego najmłodsze dzieci uczą się o legendach inaczej niż starsze. I dlaczego zapraszanie trzylatka w świat polskich mitów nie jest dla niego za wcześnie — wręcz przeciwnie, jest w samym właściwym czasie.

Kim są Skrzaty

W naszym przedszkolu mamy trzy grupy starszaków o własnych nazwach. Skrzaty — najmłodsze, dzieci 3-4 letnie. Elfy — średnie, 4-5 latki. Mędrki — najstarsze, 5-6 latki. Te nazwy mają swoje znaczenie. Każda grupa identyfikuje się ze swoim imieniem. Każda ma swoje przywileje i swoje obowiązki, dostosowane do wieku.

Skrzaty są w tej grupie najmłodsze. Świeżo po pożegnaniu się z grupą żłobkową albo z domem rodziców na pełen etat. Pierwszy raz w życiu w stałej grupie dziecięcej. Dla niektórych jest to pierwszy raz w życiu, kiedy spędzają z innymi dziećmi tyle godzin dziennie. To grupa najbardziej intensywnych emocji — radości, lęku, dumy, smutku — często wszystkiego naraz.

Skrzaty są też najbardziej otwarte na świat. To brzmi jak paradoks (przecież starsze dzieci wiedzą więcej!), ale w pedagogice nie. Skrzaty jeszcze nie mają wrobionych schematów. Nie wiedzą, że smoków nie ma. Nie wiedzą, że bajki są dla młodszych dzieci. Nie wiedzą, że niektóre rzeczy są „dla starszych”. Wszystko jest dla nich nowe. I to nowe nie jest w niczym uzgodnione, więc Skrzaty mogą do każdej rzeczy podchodzić tak, jak im się to wydaje.

Z punktu widzenia rodzica wieku dziecka 3 lat to fascynujący okres — i czasem trudny. Bo dziecko jest jeszcze małe, łatwo się męczy, łatwo wybucha, łatwo się rozproszy. Ale jednocześnie absorbuje w siebie wszystko z taką mocą, jaką starsi już nie mają. To jest okno, w którym buduje się fundamenty — wyobraźni, emocjonalności, języka, ciekawości świata. To okno otwiera się tylko raz. I dlatego nasze Skrzaty zasługują na program, który nie jest dla nich „uproszczoną wersją” tego, co robią Elfy i Mędrki — tylko czymś własnym, dopasowanym do tego konkretnego momentu rozwojowego.

Dlaczego legendy

W naszym programie miesięcznym dla Skrzatów legendy mają miejsce szczególne. Bo legenda jest formą opowieści, która działa w dziecku trzyletnim w sposób, w jaki nie działa żadna inna treść.

Po pierwsze — legenda jest opowieścią. Ma początek, środek i koniec. Bohaterów. Akcję. Punkt kulminacyjny. Rozwiązanie. Trzylatek, który dopiero uczy się rozumieć, że świat ma ciągłość — że dziś było jutro było wczoraj — uczy się tego najlepiej przez opowieści. Każda legenda jest mikrostrukturą czasowości.

Po drugie — legenda ma w sobie magię. Smok, który zionie ogniem. Sandałek, który prowadzi do skarbu. Trzy bracia, z których każdy ma inną cnotę. Te elementy są w pełni absurdalne dla dorosłego umysłu — dorosły wie, że smoków nie ma. Ale dla trzylatka magia nie jest absurdalna. Jest naturalna. Bo trzylatek jeszcze nie ma rozdziału między światem realnym a światem wyobraźni. Smok jest dla niego tak realny jak kot pod stołem. I w tej fazie rozwojowej Dziecko korzysta z magii, żeby budować swoją wyobraźnię.

Wyobraźnia to nie luksus. Wyobraźnia to fundament myślenia. Dorosły, który nie umie wyobrazić sobie czegoś, czego nigdy nie widział, ma ograniczoną zdolność rozwiązywania problemów. Naukowiec, projektant, pisarz, artysta — każdy z nich opiera się na wyobraźni, którą zbudował w dzieciństwie. A w dzieciństwie wyobraźnię buduje się dokładnie przez legendy, baśnie, opowieści fantastyczne. Magia w mózgu Dziecka to nie iluzja — to ćwiczenie najwyższej zdolności poznawczej.

Po trzecie — legenda jest emocjonalna. Smok jest straszny. Dzielny szewczyk jest sympatyczny. Smok jest pokonany — to wygrana dobra nad złem. Każda legenda niesie ze sobą prosty ładunek emocjonalny, który Dziecko od razu chwyta. I w przeciwieństwie do dorosłej fikcji, gdzie morał często jest zniuansowany, legenda dostarcza Dziecku jasnej moralnej kotwicy. Dobry wygrywa. Zły przegrywa. Sprytny pokonuje silnego. Te kotwice w trzyletniej głowie układają się w pierwszą strukturę moralną. Pierwszy szkielet etyki.

Po czwarte — legenda jest lokalna. Smok Wawelski to nie postać z amerykańskiego filmu. To nasz, polski, konkretnie krakowski smok. Mieszka pod konkretnym wzgórzem w konkretnym mieście, do którego można pojechać. Każde Dziecko, które kiedyś w życiu trafi do Krakowa i zobaczy Smoka pod Wawelem, sięgnie pamięcią do przedszkola. Smok przed Wawelem to dla niego nie figurka turystyczna — to przyjaciel z dzieciństwa.

Co konkretnie robimy ze Skrzatami

Nasze podejście do legend ze Skrzatami jest bardzo konkretne. Nie czytamy im książek. Nie pokazujemy im ilustracji w atlasie historycznym. Nie tłumaczymy „kim był król”. Robimy coś zupełnie innego — przeżywamy legendę z nimi.

Pierwszy element — narracja w odpowiedniej formie. Pani opowiada Skrzatom historię o Smoku. Nie czyta. Opowiada. Własnymi słowami. W odpowiednim tempie. Z gestykulacją, ze zmianą głosu, ze ścinaniem akcentów. Skrzaty siedzą w kółku, słuchają — a nawet jeśli któreś coś robi mimochodem, to i tak słucha. Bo opowieść opowiadana ma w sobie energię, której nie ma żadne czytanie.

Drugi element — konkretne rekwizyty. Dziecko trzyletnie nie ogarnia abstrakcji. Potrzebuje czegoś, czego może dotknąć. Mamy więc wycięte z kartonu Wawel. Mamy pluszowego Smoka. Mamy mały skarb (zwykle z monetami metalowymi i sztucznymi koralikami) ukryty pod plastikową górą. Każde Skrzaty bawi się tymi rekwizytami. Każde tworzy z nich własną wersję historii.

Trzeci element — angażowanie ciała. Skrzaty są w wieku, w którym ciało myśli. Nie da się ich uczyć siedząc godzinami. Trzeba je włączyć fizycznie. W naszych zajęciach Smoka Wawelskiego — Skrzaty wcielają się w niego. Robią smocze pyski palcami. Chodzą na czterech, jak smok. Ryczą jak smok. Potem wcielają się w sprytnego szewczyka. Idą na palcach, cicho, niedostrzegalnie, żeby smok nie usłyszał. To są małe dramatyzacje, krótkie improwizacje, ale dla trzylatka są kluczowe — bo w nich ciało integruje to, co usłyszała głowa.

Czwarty element — twórczość plastyczna. Po opowieści, po dramatyzacji, Skrzaty przechodzą do stołu plastycznego. Tu rysują, lepią, malują swojego Smoka. Każdy inny. Niektóre Smoki są zielone. Niektóre różowe. Niektóre mają osiem nóg. Niektóre mają w pyskach kwiaty zamiast ognia. Bo Skrzaty już oswajały Smoka. I teraz Smok jest ich.

Piąty element — powtórzenia. Trzylatek uczy się przez powtórzenia. Nie wystarczy jeden raz opowiedzieć legendę. Trzeba ją powtarzać. Dlatego Smoka Wawelskiego rozkładamy na kilka tygodni. Codziennie nawet drobnym akcentem — piosenką, rymowanką, wzmianką. Skrzaty po dwóch tygodniach znają tę legendę na pamięć. I co najważniejsze — czują się w niej swojsko. Smok przestał być postacią z opowieści. Stał się ich wspólnym posiadaniem.

Co buduje się w trzyletniej głowie

Tu chcemy z Państwem porozmawiać o czymś, co dla pedagoga jest najważniejsze. Bo legenda, dramatyzacja, plastelina — to są narzędzia. Cel jest gdzie indziej. Cel jest w tym, co dzieje się w trzyletniej głowie.

Pierwsza rzecz — bezpieczeństwo wyobraźni. Dziecko trzyletnie żyje w świecie, w którym wszystko może być. Stoły mogą być żywe. Pluszaki mówią. Pod łóżkiem mogą być potwory. Ten świat jest dla niego naturalny — i jednocześnie czasem trochę przerażający. Bo nie ma w nim jeszcze pewności, że niektóre rzeczy są pewne.

Legenda dostarcza Dziecku narzędzia, którego potrzebuje — sposobu na okiełznanie wyobraźni. Smok Wawelski jest groźny. Ale historia o Smoku ma rozwiązanie. Smok zostaje pokonany. Sprytniejszy ziom go przechytrzy. Świat, który był groźny, znowu jest spokojny. Trzylatek, który tej narracji doświadcza wielokrotnie, uczy się ważnego mechanizmu psychicznego: groźne rzeczy mają rozwiązania. Strach można pokonać. Świat — choć pełen niespodzianek — w końcu wraca do równowagi.

To jest fundament, na którym za pięć lat zbuduje się odporność psychiczna nastolatka. A za dwadzieścia — odwaga dorosłego do podejmowania życiowych ryzyk.

Druga rzecz — empatia wobec wyimaginowanego. Smok jest postacią. Ale w Skrzaty go traktują jak prawdziwego. Pogłaszczą. Nakarmią. Pożałują, że zjadł baranka. To są pierwsze ćwiczenia empatii — i, paradoksalnie, łatwiej się je wykonuje wobec wyimaginowanego niż wobec realnego. Bo wyimaginowany jest pod kontrolą Dziecka. Rzeczywisty drugi człowiek bywa nieprzewidywalny, czasem konkurencyjny, czasem bolesny. Wobec Smoka łatwiej Skrzatom wyćwiczyć rdzeń empatii — żeby potem przenieść tę kompetencję na ludzi.

Trzecia rzecz — przynależność kulturowa. Każde polskie dziecko, niezależnie od regionu, w pewnym momencie życia poznaje Smoka Wawelskiego. To jest jeden z naszych narodowych mitów. Trzylatek, który zna Smoka, ma już pierwszy kawałek polskiej tożsamości w sobie. Po latach, kiedy poznają inne legendy — króla Popiela, panów z Kruszwicy, Wandę nad Wisłą — wszystkie one ułożą się w mapę. A na tej mapie Dziecko będzie miało swoje miejsce. Jako Polak. Jako dziedzic kultury. Jako ktoś, komu te historie należą.

To brzmi patetycznie, ale w pedagogice nie jest to puste słowo. Tożsamość kulturowa w głowie człowieka się buduje od najwcześniejszych lat. A buduje się z konkretów — postaci, miejsc, opowieści. Smok Wawelski jest jednym z takich konkretów. I dlatego u Skrzatów go nie pomijamy.

Dlaczego nie czekamy na starsze grupy

Częste pytanie od Rodziców: „a czy trzylatkowi nie jest to za wcześnie?”. Rozumiemy to pytanie. Bo dorosły patrzy na legendę i widzi pojęcia („król”, „rycerz”, „smok”), które pewnie przekraczają trzylatkowy słownik. I myśli — może lepiej poczekać.

Naszym zdaniem — nie. Bo trzylatek nie potrzebuje rozumieć słów, żeby przeżywać legendę. Trzylatek przeżywa ją intuicyjnie, emocjonalnie, fizycznie. Nie wie, kim jest „król” — ale rozumie, że ktoś jest ważny i wszyscy go słuchają. Nie wie, co znaczy „herb” — ale rozumie, że to taki znak, po którym poznaje się drużynę. Nie umie powiedzieć „odważny szewczyk” — ale wskoczy w buty szewczyka, kiedy Pani zacznie odpowiednią dramatyzację.

Co więcej — to właśnie trzylatek najbardziej skorzysta z legend. Bo jego mózg jest na nie najbardziej otwarty. Pięciolatek już zaczyna pytać: „a czy smoki są naprawdę?”. Sześciolatek już rozumie różnicę między fikcją a rzeczywistością. Trzylatek jeszcze nie pyta. Trzylatek po prostu jest w tej legendzie. I właśnie dlatego dla niego ta legenda zostaje na zawsze — w mózgu, na poziomie, do którego dorosły umysł już nie sięga.

Kiedyś ojciec jednego z naszych dawnych Skrzatów napisał do nas list, w którym opowiedział historię. Jego syn, dziś już trzynastoletni, jechał z nim po raz pierwszy z wycieczką szkolną do Krakowa. Stał pod Wawelem, patrzył na metalowego smoka, który co kilka minut zionie ogniem. I powiedział do ojca: „Ten Smok mi się śnił, kiedy byłem mały. Pamiętam go. To jest dziwne”. Ojciec zapytał: „skąd pamiętasz?”. Chłopak przez chwilę myślał. „Chyba z przedszkola” — powiedział. „Skrzaty zaprzyjaźniły się ze Smokiem”. Cytował słowa, których sam nie wiedział, że pamięta. Po dziesięciu latach.

To jest moc legendy. To jest siła pierwszego kontaktu w wieku trzech lat. Niczego potem dorosły nie zastąpi.

Co Rodzic może zrobić w domu

Pierwsza praktyka — opowieści wieczorne. Niech Państwo opowiadają Dziecku polskie legendy. Nie tylko Smoka Wawelskiego — jest cała mapa: Wanda nad Wisłą, król Popiel i myszy, panowie z Kruszwicy, syrenka warszawska, hejnał krakowski. Każda z tych historii daje Dziecku po jednym kawałku polskiej tożsamości. Niech Państwo opowiadają je od trzeciego roku. Niech powtarzają. Niech budują z tych opowieści nasz wewnętrzny kalendarz.

Druga praktyka — wycieczki tematyczne. Dziecko, które zna legendę o Smoku, chce zobaczyć Smoka. Niech Państwo zaplanują wycieczkę. Niedaleka — Warszawa-Kraków to kilka godzin pociągiem. Wartość tego doświadczenia jest dla trzylatka niezmierzona. Stoi się przed Wawelem, słucha opowieści ojca, widzi Smoka — i to wszystko zostanie w nim na lata.

Trzecia praktyka — własne dramatyzacje. W domu można odgrywać legendy. Kuchnia jest Wawelem. Krzesło jest tronem króla. Pluszowy miś jest baranem, którego smok zaraz zje. Dziecko odgrywa szewczyka. Państwo odgrywają smoka. Pięć minut takiej zabawy buduje w Dziecku więcej, niż godzina filmów animowanych.

Czwarta praktyka — łączenie z literaturą. Na rynku polskim jest dużo dobrych książek z legendami dla najmłodszych. Niech Państwo wybiorą jedną-dwie i czytają je systematycznie. Zalecamy te z ilustracjami artystycznymi, nie krzykliwymi. Wartość ilustracji to osobny temat — Dziecko, które od trzeciego roku ogląda dobre rysunki, ma na całe życie wyrobione oko.

Po co to wszystko

Bo nasze Skrzaty kończą ten miesiąc z czymś, czego nikt ich nie nauczył wprost. Z wiedzą, że jest takie miasto, które się nazywa Kraków. Że tam jest góra, na której stoi zamek. Że pod zamkiem jest pieczara. Że w pieczarze mieszkał Smok. Że Smoka pokonał odważny szewczyk. Że Smok dziś już nie jest groźny — bo wszystkie Krasnoludki go kochają.

To jest wiedza. Ale to jest też coś więcej — to jest poczucie, że świat jest pełen historii, że historie się pamięta, że można się z nimi zaprzyjaźnić. To jest postawa wobec dziedzictwa kulturowego, którą Dziecko zaczyna budować w wieku trzech lat.

I jeszcze jedno — to jest pewność siebie. Skrzaty, które „znają” Smoka Wawelskiego, idą z tym do dorosłego życia jako z osiągnięciem. Jako z pierwszym wielkim faktem, który zdobyły. „Ja to wiem”. Ten pierwszy fakt jest cenniejszy niż dziesięć gier komputerowych. Bo on otworzył drzwi. I za tymi drzwiami, w głowie Dziecka, jest cała Polska. Cała kultura. Cała historia. Czeka tylko na to, żeby Dziecko, gotowe i pewne siebie, weszło dalej.

Bo nauka przez zabawę to coś, co Krasnoludki lubią najbardziej. A poznawanie polskich legend jest jedną z najpiękniejszych form tej zabawy. Pełną magii. Pełną przygody. I zostawiającą w mózgu Dziecka takie ślady, które żaden inny rodzaj zajęć nigdy nie zostawi. Na całe życie. Brawo, dzielne Skrzaty.


Zobacz reel ze Skrzatami i Smokiem Wawelskim →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu