Tłusty Czwartek w polskiej tradycji to dzień wesołego, beztroskiego ucztowania pączkami. Cała Polska się objada. Kolejki przed cukierniami sięgają chodnika. Każdy z nas wie, ile pączków dziś zjadł — i wstydzi się przyznać, jeśli za mało. To dzień, w którym tradycja pozwala nam się odprężyć w naszej nieustannej walce ze słodyczami.
W naszym przedszkolu Tłusty Czwartek jest celebrowany — ale w sposób, który jest dla nas specyficzny. Nasi Krasnoludkowie nie kupują pączków. Pieczemy je sami. A dokładnie — Krasnoludki same pieczą pączki, każdy swój własny. I robią to z tej prostej przyczyny, że pieczenie pączków to jest jedna z najlepszych w roku okazji, żeby ćwiczyć motorykę małą — fundamentalną umiejętność dla rozwoju Dziecka.
W tym artykule chcemy opowiedzieć Państwu, dlaczego pieczenie pączków w przedszkolu jest pedagogicznie tak cenne, jak konkretnie organizujemy nasz Tłusty Czwartek, i jak nawet słodki, beztroski dzień świąteczny może stać się jednocześnie głębokim ćwiczeniem ręki.
Tłusty Czwartek — dlaczego pieczemy, a nie kupujemy
Tłusty Czwartek jest jednym z tych świąt, które łatwo „zaliczyć” przez kupowanie. Idziemy do cukierni, kupujemy pączki, dajemy je Dzieciom — koniec. Tradycja zachowana, wszyscy szczęśliwi, kalorie spalone.
Ale my w przedszkolu uważamy, że to nie wystarczy. Bo Tłusty Czwartek nie jest tylko o jedzeniu pączków. Jest o rytuale ich powstawania. Polskie babcie pieczą pączki przez całe pokolenia. Domowy zapach pączków, kuchnia pełna mąki, wałkowanie, dekorowanie — to są kulturowe obrazy, które polskie Dziecko powinno znać. Bo z takich obrazów wyrasta potem dorosłe poczucie zakorzenienia w polskiej kuchni.
Dlatego w naszym przedszkolu Tłusty Czwartek jest dniem pieczenia. Krasnoludki, niezależnie od grupy wiekowej, przygotowują pączki własnoręcznie. Tradycja kontynuowana. Smak własnoręcznie zrobionego pączka — niezapomniany.
Co konkretnie się działo
Wprowadzenie. Dzień zaczął się od krótkiej rozmowy. „Krasnoludki, kto wie, jakie dziś jest święto?”. „Tłusty Czwartek!”. „A co się robi w Tłusty Czwartek?”. „Je się pączki!”. „Tak. A wiecie, skąd biorą się pączki?”. „Ze sklepu!”. „Tak, w sklepie też je sprzedają. Ale my dziś zrobimy własne. Naszymi rękami”. Krasnoludki spojrzały po sobie z wielkim podekscytowaniem.
Etap pierwszy — przygotowanie ciasta drożdżowego. Ciasto drożdżowe to królowa polskich domowych wypieków. Wymaga: mąki, mleka, masła, jajek, drożdży, cukru, soli. Krasnoludki same odmierzały składniki (każde swoją porcję). Drożdże w letnim mleku puściły się szybko — Mędrki obserwowały, jak zaczynają „pracować”, jak masa rośnie. To była dla nich pierwsza w życiu obserwacja prawdziwego biologicznego procesu fermentacji. „Pani, drożdże jedzą cukier!”. Tak, drożdże jedzą cukier. To jest pierwsza dziecięca lekcja mikrobiologii.
Po wymieszaniu wszystkich składników — wyrabianie. Tu zaczyna się prawdziwa motoryka. Ciasto drożdżowe wymaga długiego, intensywnego wyrabiania — żeby gluten się rozwinął, żeby pączki potem były miękkie i pulchne. Krasnoludki wyrabiały, biły o blat, składały, wałkowały. Po dziesięciu minutach wszystkie miały zaczerwienione policzki i radosne miny. Ciasto stawało się coraz bardziej elastyczne.
Etap drugi — odpoczynek ciasta. Ciasto drożdżowe musi „odpocząć” przez godzinę, żeby drożdże miały czas pracować. Dla pięciolatka godzina to długo. Ale my wykorzystaliśmy ten czas na rozmowę o pączkach (skąd się wzięły, dlaczego są okrągłe, czemu się nazywają „pączki”) i na pierwsze ćwiczenia ozdobnego cięcia papieru — bo Krasnoludki przygotowywały też serwetki na przedświąteczny stół.
Etap trzeci — formowanie pączków. Po godzinie ciasto urosło dwukrotnie. Każde Krasnoludek wzięło swój kawałek i zaczęło formować kuleczki. To jest dla pięciolatka spore wyzwanie motoryczne. Trzeba wziąć kawałek ciasta odpowiedniej wielkości, ścisnąć dłoniami, formować w kulę — bez pęknięć, bez nadmiernego ucisku, tak żeby kula była gładka.
Niektóre Krasnoludki robiły idealne kuleczki. Inne robiły coś przypominającego raczej nieregularne placuszki. Każda kulka, niezależnie od jej wyglądu, była dumą tego, kto ją zrobił. Pani układała wszystkie razem na blasze, do drugiego, krótszego rośnięcia.
Etap czwarty — smażenie. To jest etap, w którym pomaga wyłącznie pani — bo gorący tłuszcz to nie zabawa. Krasnoludki obserwują, jak ich kulki wpadają do gorącego oleju, jak rosną na oczach, jak złocą się z każdej strony. To jest dla nich trochę magia: surowe ciasto wchodzi do tłuszczu, a wychodzi z niego pączek.
Etap piąty — dekorowanie. Ostygnięte pączki Krasnoludki dekorowały same. Cukrem pudrem (przesypywanym przez sitko). Lukrem (białym albo różowym, smakowym). Posypką barwną. Każdy pączek był pięknie ozdobiony — z dziecięcą hojnością co do ilości lukru i posypki. Niektóre były bardziej posypką niż pączkiem.
Etap szósty — uczta. Każde Krasnoludek dostało swój pączek i zaniosło go do domu w torebce papierowej. Ale tradycja Tłustego Czwartku nakazuje, żeby choć jeden pączek zjeść tu i teraz. Więc każde Krasnoludek zjadało swojego — z lukrem na ustach, z błyszczącymi oczami, z miną „nigdy w życiu nie jadłem nic lepszego”. Wieczorem rodzice mówili nam, że Krasnoludkowie z dumą wręczali im pączki: „mamo, sam upiekłem!”.
Co buduje się w mózgu Dziecka podczas takiego dnia
Motoryka mała w intensywnej dawce. Wyrabianie ciasta — siła chwytu. Formowanie kuleczek — chwyt szczypcowy, kontrola siły. Dekorowanie cukrem pudrem — precyzja. Każda z tych czynności to konkretne ćwiczenie palców. W ciągu jednego dnia Krasnoludek wykonuje setki precyzyjnych ruchów — dokładnie tych, które za kilka lat będą używane do trzymania długopisu.
Cierpliwość. Ciasto drożdżowe wymaga czekania. Najpierw godzinę, potem jeszcze pół. Pięciolatek, który przez ten czas zajmuje się czymś innym (rozmowa, ozdoby, przygotowania) — uczy się fundamentalnej życiowej prawdy: niektóre rzeczy są warte czekania.
Pierwsza biologia. Drożdże jedzą cukier. Drożdże produkują dwutlenek węgla. Dwutlenek węgla sprawia, że ciasto rośnie. To jest prymitywna, ale prawdziwa lekcja mikrobiologii. Dla pięciolatka — fascynująca.
Połączenie z polską tradycją. Pączki w Polsce pieczemy od kilkuset lat. Krasnoludek, który dziś upiekł pączek, kontynuuje tradycję, którą zaczęły jego prababcie. To buduje głębokie poczucie kulturowego zakorzenienia.
Bezpieczeństwo w kuchni. Nasze Krasnoludki uczą się, że gorący olej to strefa pani. Że nie wszystko można robić samemu. Że dorosły jest tu po to, żeby pomagać i pilnować. To jest fundament późniejszych nawyków bezpieczeństwa kuchennego.
Duma z własnej pracy. Pączek, który Dziecko upiekło samo, smakuje znacznie lepiej niż ten ze sklepu. To nie jest tylko psychologiczne — to jest neurologiczne. Mózg, który widział cały proces, ma do efektu zupełnie inny stosunek niż mózg, który tylko otrzymał gotowy produkt.
Co Rodzic może zrobić w domu
Tłusty Czwartek z Dzieckiem to jedna z piękniejszych polskich tradycji. Kilka pomysłów, które się sprawdzają:
— Upieczcie pączki razem. Najprostszy przepis: 50 dag mąki, 25 dag masła, 100 g cukru, 4 jajka, 50 g drożdży, szklanka mleka, szczypta soli, łyżka spirytusu (dla puszystości). Wyrabiać 10 minut, odstawić na godzinę, formować kuleczki, smażyć w głębokim tłuszczu. Lukrować, posypać.
— Wyjdźcie razem do cukierni. Jeśli nie macie czasu na pieczenie, wybierzcie cukiernię, która sama piecze (a nie tylko sprzedaje). Niech Dziecko zobaczy proces. Niektóre cukiernie pozwalają obserwować przez szybę.
— Opowiedzcie historię Tłustego Czwartku. Skąd się wzięła tradycja. Kiedy zaczęto piec pączki w Polsce. Czemu się nazywają „pączki”. To są dla pięciolatka fascynujące historie.
— Zliczcie pączki w kraju. Zabawa, którą my wymyśliliśmy. „Wiesz, ile pączków zjada się w Polsce tylko dziś?”. Według badań — kilkanaście milionów. To jest dla pięciolatka liczba kosmiczna. „Wszyscy razem zjadamy?”. Tak. „Wow!”.
— Pamiętajcie o równowadze. Tłusty Czwartek to dzień wyjątkowy — i właśnie dlatego, że jest wyjątkowy, działa. Codzienne jedzenie pączków byłoby niezdrowe. Raz w roku, z całą uwagą i radością — to jest doskonałe.
Co zostało po Tłustym Czwartku
W naszej grupie Mędrków przez tydzień po Tłustym Czwartku Krasnoludki w czasie wolnej zabawy „pieczyły pączki” z plasteliny. Formowały kuleczki, ozdabiały, „smażyły” na patelniach z papieru, dekorowały. Niektóre nawet wymyślały własne, fantastyczne smaki — pączki z dżemem truskawkowym, pączki z czekoladą i orzechami, pączki z masłem orzechowym.
Klientka napisała w naszej rolce: „w Krasnoludkach nawet pączki pomagają się rozwijać”. To jest nasza filozofia w jednym zdaniu. Bo dla nas każdy moment przedszkolnego dnia jest okazją do rozwoju Dziecka. Każda kulka pączka to setki precyzyjnych ruchów palców. Każda dekoracja to ćwiczenie precyzji. Każde czekanie na ciasto to trening cierpliwości. Każdy zjedzony pączek to akt świętowania polskiej tradycji.
Bo nauka, jak mówi nasze powiedzenie, jest najsmaczniejsza wtedy, kiedy się dzieje przez radość. A Tłusty Czwartek jest jednym z najradosniejszych dni w polskim kalendarzu.