Najwspanialszy na świecie — dlaczego pierwszą lekcję miłości Dziecko musi przejść do siebie samego

Drużyna 7 Krasnoludków · Kadra przedszkola ·

W naszym przedszkolu jeden z naszych ulubionych momentów wygląda tak. Pani podchodzi do Dziecka i mówi, ciszej niż zwykle, jakby zapraszała do tajemnicy: „Chodź, pokażę Ci Kogoś. Kogoś, dla kogo zawsze powinieneś być najlepszym przyjacielem. Kogoś, w kogo zawsze musisz wierzyć. Stój zawsze po jego stronie. Dbaj o niego. Kochaj. Chodź, pokażę Ci kogoś najwspanialszego na świecie”.

Dziecko podąża za Panią. Idzie z nią po sali. A potem stają przed lustrem. I Dziecko widzi tam — siebie.

Ten moment jest dla pedagoga jednym z najważniejszych w całym roku. Bo to, co dzieje się wtedy w głowie Dziecka, jest fundamentem, na którym zbudowana zostanie cała jego dorosła zdolność do miłości. Do innych ludzi. Do partnera. Do własnych dzieci. Do siebie samego — w trudnych dorosłych chwilach, kiedy nikt go nie kocha. Wtedy okaże się, czy Dziecko nauczyło się być sobie najlepszym przyjacielem.

W tym artykule chcemy porozmawiać o czymś, co w polskiej kulturze jest często niewypowiedziane, niezauważane, a czasem traktowane podejrzliwie — o miłości do siebie. O samoakceptacji. O byciu sobie najwierniejszym przyjacielem. Bo to jest temat, który decyduje o całym dalszym życiu Dziecka. I którego nikt poza najbliższymi nie może go nauczyć.

Dlaczego ten temat jest tak trudny

Polska kultura, jak już wspominaliśmy w naszych wcześniejszych tekstach, jest kulturą skromności. To jest piękna cecha — ale ma swoje cienie. Jednym z największych cieni jest to, że w naszej tradycji rzadko mówi się Dziecku otwartą drogą, że jest cudowne. Że jest wartościowe. Że samo w sobie wystarczy.

Dziecko wychowane w polskim domu często słyszy odwrotnie — „nie chwal się”, „skromnie się trzymaj”, „nie wybijaj się”, „bądź pokorny”. Najlepsi rodzice na świecie powtarzają te zdania z najlepszych intencji. Bo sami zostali w ten sposób wychowani. Bo wiedzą, że dziecko, które chwali się sobą, nie zawsze jest dobrze przyjęte przez społeczeństwo. Bo chcą uchronić dziecko przed pychą i przed odrzuceniem.

Skutek jest jednak inny niż zamierzony. Dziecko, które systematycznie słyszy „nie chwal się”, uczy się, że mówienie dobrze o sobie jest nieładne. A potem, jako dorosły, nie umie nawet w samotności pomyśleć dobrze o sobie. Bo skoro mówić nie wolno — to i myśleć nie wolno. A jeśli nie wolno myśleć — to i czuć też nie wolno. I dorosły Polak nosi w środku ciągłą zwątpienie w swoją wartość, którego nie umie pokonać żadną terapią.

W naszym przedszkolu jesteśmy świadomi tego dziedzictwa. I robimy wszystko, żeby je przerwać. Nie chodzi o to, żeby wychować Dziecko z pychą. Chodzi o to, żeby wychować Dziecko, które samo siebie zna, samo siebie szanuje, samo siebie traktuje jak najlepszego przyjaciela. Pokora i zdrowa samoakceptacja świetnie współistnieją — wbrew temu, co podpowiada stara intuicja.

Lustro — narzędzie pedagogiczne

Ten zabawny moment, w którym prowadzimy Dziecko do lustra, ma swoje konkretne pedagogiczne źródło. Lustro jest jednym z najbardziej niedocenianych narzędzi w pracy z Dziećmi nad samoakceptacją. Bo lustro pokazuje. Nie mówi, nie ocenia, nie poucza. Tylko pokazuje.

Dziecko, które staje przed lustrem i jednocześnie słyszy z ust dorosłego, że ma w nim zobaczyć kogoś najwspanialszego — jest w bardzo szczególnej sytuacji. Z jednej strony patrzy na siebie. Z drugiej — słyszy słowa, które powiedziały mu, że to ono jest tym najwspanialszym. Te dwie informacje muszą się w jego głowie połączyć. To jest moment, w którym Dziecko z konstrukcji „jestem osobą”, którą już ma, dodaje warstwę „jestem osobą wartościową”.

Pierwsza reakcja Dzieci jest różna. Niektóre się śmieją — wstydliwie, niezręcznie. Niektóre robią zabawne miny. Niektóre patrzą poważnie i milczą. Jedne machają sobie ręką, drugie pokazują język. Każda z tych reakcji jest dla nas materiałem do pracy. Bo każda z nich pokazuje, jak Dziecko aktualnie radzi sobie z patrzeniem na siebie. Niektóre Dzieci patrzą sobie spokojnie w oczy. Inne odwracają wzrok. Inne robią coś, żeby uniknąć powagi tej chwili. To są drobne sygnały, które mówią pedagogowi, gdzie u tego konkretnego Dziecka jest praca do wykonania.

Powtarzamy ten rytuał regularnie. Nie codziennie, nie z nachalnością — żeby nie stracić wagi. Ale co kilka tygodni, w odpowiednim momencie, kiedy w grupie czujemy potrzebę. I za każdym razem widzimy, że Dziecko reaguje inaczej. Po roku, dwóch latach takich zaproszeń — Dziecko, które kiedyś odwracało oczy, teraz patrzy spokojnie w lustro i się uśmiecha. To jest mała, drobna, niewidzialna zmiana — która w jego dorosłym życiu odbije się tysiąc razy.

„Stój zawsze po jego stronie”

Jeden z elementów naszego rytuału — najgłębszy, naszym zdaniem — to fragment „Stój zawsze po jego stronie”. Bo to jest dokładnie to, czego Dziecko musi się nauczyć w stosunku do siebie samego. Stać po swojej stronie.

Co to znaczy? To znaczy: kiedy ktoś inny będzie mówił o tobie źle — pamiętaj, że jesteś po swojej stronie. Kiedy ktoś inny będzie cię oceniał — pamiętaj, że twoje zdanie o sobie jest ważniejsze niż jego zdanie o tobie. Kiedy w trudnym dniu wszystko będzie się sypać — pamiętaj, że masz w sobie wewnętrznego sprzymierzeńca, który ci w tym towarzyszy.

To jest dokładnie ta postawa, którą w psychologii dorosłej nazywa się „wewnętrznym dobrym rodzicem” — głosem w naszej głowie, który jest dla nas wyrozumiały, wspierający, dobry, tak jak był dobry rodzic w dzieciństwie. Dorosły, który nie ma tego głosu — nosi w sobie zamiast niego głos krytyka, który go gnębi za każdy błąd, za każdą porażkę, za każdą niedoskonałość. Ten dorosły jest swoim największym wrogiem. I niezależnie od tego, jak miłe jest jego życie zewnętrzne, w środku się męczy.

W naszym przedszkolu robimy wszystko, żeby Dziecko skończyło u nas z wewnętrznym dobrym przyjacielem w głowie. Z głosem, który mu mówi, kiedy jest mu trudno: „Spokojnie. Jesteś najwspanialszy na świecie. Stoję po twojej stronie”. Tym głosem nie ma być Pani z przedszkola. Tym głosem ma być samo Dziecko. Nasze zaproszenie do lustra jest zaproszeniem do tego, żeby Dziecko zaczęło sobie samo to mówić.

Co naprawdę uczymy: nie pychę, tylko zaufanie

Tu chcemy być z Państwem konkretni, bo wiemy, że niektórzy Rodzice słysząc słowa „najwspanialszy na świecie” mogą się zaniepokoić. „Czy nie wychowamy Dziecka, które będzie myślało, że jest lepsze od innych?”. To dobre pytanie. Odpowiadamy szczerze.

Nie. Nie wychowamy. Bo „najwspanialszy” w naszym rytuale ma bardzo konkretne znaczenie, które staramy się Dzieciom przekazać z każdym powtórzeniem. „Najwspanialszy” nie znaczy „lepszy od innych”. Znaczy „dla mnie samego — najważniejszy”. To jest zupełnie inne stwierdzenie. Każde Dziecko jest dla siebie samego najważniejsze. Nie znaczy to, że nie szanuje innych. Wręcz przeciwnie — Dziecko, które jest dla siebie samego najważniejsze, lepiej rozumie, że dla każdego innego dziecka — ono samo jest najważniejsze. To jest fundament empatii.

Dziecko, które tego się uczy w przedszkolu, w klasie szkolnej zachowuje się zupełnie inaczej, niż się można obawiać. Nie chwali się. Nie rzuca się przed innymi. Nie deprecjonuje rówieśników. Po prostu jest w sobie spokojniejsze, pewniejsze, mniej zabiega o pochwałę. Bo nie potrzebuje jej już z zewnątrz. Już ją ma w sobie.

To jest paradoks, który wielu Rodziców zdumiewa. Dziecko, którego uczy się kochać samo siebie, paradoksalnie staje się mniej egocentryczne. Dziecko, które nie umie kochać samego siebie, paradoksalnie krąży ciągle wokół siebie — bo wciąż próbuje sobie udowodnić, że jest wartościowe. Ten ruch widać u dorosłych — narcyzm, ciągłe pokazywanie się, mania pochwał — to nie jest objaw nadmiernej miłości do siebie. To objaw jej braku.

Konkretne praktyki w naszym przedszkolu

Lustro jest naszym ulubionym narzędziem, ale nie jedynym. Praca z samoakceptacją Dziecka jest u nas przeszywająca przez większość naszych zajęć i interakcji. Wymieniamy kilka konkretów.

Pierwsza praktyka — pochwala konkretu, nie osoby. Mówimy „brawo, dokładnie pomalowałeś tę kropkę”, a nie „brawo, jesteś tak zdolny”. Pierwsza forma chwali konkret — Dziecko uczy się, że pewne działania są wartościowe. Druga forma chwali osobę — Dziecko zaczyna myśleć, że jego wartość zależy od pochwał. Pierwsza buduje zdrową samoakceptację. Druga buduje zależność od cudzych ocen.

Druga praktyka — pozwalamy Dziecku popełniać błędy. To jest jedno z najtrudniejszych pedagogicznych ćwiczeń. Bo dorosły instynktownie chce poprawić, pomóc, ułatwić. My zaciskamy zęby i pozwalamy. Dziecko, które samo wpadnie na rozwiązanie problemu, nawet po dwudziestej próbie, dostaje od siebie samego potwierdzenie, którego nikt inny mu nie da. „Sam to zrobiłem”. To jest bezcenne.

Trzecia praktyka — zauważamy ich wewnętrzny świat. Pytamy Dzieci, co teraz czują. Co myślą. Czego się boją. Czego pragną. Te pytania traktujemy poważnie — czyli słuchamy odpowiedzi, nie wartościujemy ich, nie próbujemy „naprawić” emocji Dziecka. Dziecko, które jest słuchane przez dorosłych, uczy się, że jego wewnętrzne życie jest ważne. A jeśli jest ważne — to znaczy, że ono samo jest ważne. Logika ta działa w mózgu Dziecka automatycznie.

Czwarta praktyka — pozwalamy Dziecku wybierać. Codziennie. Co zjeść, co narysować, gdzie usiąść, w co się bawić. Każda mała decyzja jest treningiem ważności samego Dziecka. Dziecko, które ma sprawczość — wie, że jego życie jest jego.

Piąta praktyka — konsekwentnie używamy języka, który pokazuje wartość Dziecka. „Dziękuję”, „przepraszam”, „proszę” — w naszym przedszkolu kierujemy te słowa do Dzieci równie poważnie, jak do dorosłych. Nigdy nie zapominamy o nich w gorączce. Nigdy ich nie skracamy. Bo Dziecko, które słyszy, że dorosły mu dziękuje, słyszy też, że jest pełnowartościową osobą, której pomoc się docenia.

Co Rodzic może zrobić w domu

Pierwsza praktyka — własny rytuał. Nie musi być z lustrem. Może być z dowolnym powtarzanym gestem. Niech Państwo, kładąc Dziecko spać, mówią mu codziennie: „Jesteś najwspanialszy na świecie. Kocham Cię”. Nie sporadycznie. Codziennie. Przez lata. Ten gest zostanie w mózgu Dziecka jako stała głębsza struktura. Dorosły, który w trudnym momencie usłyszy w głowie głos: „jesteś najwspanialszy” — będzie miał z czym ten moment przejść.

Druga praktyka — powstrzymywanie krytyki. Polska kultura uczy nas krytykować. Krytykujemy automatycznie — drugich i siebie. Niech Państwo zauważą, jak często krytykują Dziecko za drobiazgi. „Nie tak”, „nie chyba”, „nie mów tak”, „nie rób tak”. Każda taka korekta zostawia ślad. Niech Państwo postarają się o jeden tydzień bez krytyk. Trudne. Ale zmieni Dziecko widocznie.

Trzecia praktyka — uznanie błędu Dziecka jako nauki. Kiedy Dziecko coś zepsuje, kiedy się pomyli, kiedy zrobi coś nie tak — Państwa reakcja jest dla niego lustrem własnej wartości. Reakcja w stylu „nic się nie stało, nauczysz się następnym razem” buduje samoakceptację. Reakcja w stylu „znowu to samo, ile razy mam ci powtarzać” — buduje wstyd. Wybór jest Państwa. I jego konsekwencje też.

Czwarta praktyka — pozytywne wspomnienia. Niech Państwo opowiadają Dziecku, co w nim widzą dobrego. Konkretnie. „Pamiętasz, jak pomogłeś dziadkowi z zakupami? Bardzo to było dobre”. „Widziałem, jak rysowałeś dla babci kartkę. Cieszyła się”. „Lubię, jak się śmiejesz”. Te zdania są dla Dziecka materiałem, z którego buduje obraz siebie. Każde z nich zostanie w jego głowie na lata.

I piąta — być sobie samemu dobrym przyjacielem. To jest praktyka, którą możemy podać tylko Państwu, dorosłym. Bo Dziecko uczy się przede wszystkim z obserwacji. Państwo są dla niego wzorem dorosłego. Jeśli Państwo siebie samych krytykują, deprecjonują, obrażają, ignorują własne potrzeby — Dziecko widzi to i zapamiętuje. Jeśli Państwo siebie szanują, dbają o siebie, traktują się jak ważnych ludzi — Dziecko też uczy się tak traktować siebie. Ta lekcja idzie wprost. Bez słów.

Po co to wszystko

Bo nasze Krasnoludki idą w dorosłość z czymś, czego nie da się kupić. Idą z głosem w głowie, który mówi im: „Stoję po twojej stronie. Jesteś najwspanialszy na świecie. Wierzę w ciebie”.

To brzmi jak sentymentalna formuła. Może i jest. Ale za nią stoi konkretna, twarda pedagogika. Dziecko z taką zwrotką w głowie wchodzi w pierwszą klasę szkoły inaczej. Wchodzi w pierwszą miłość inaczej. Wchodzi w pierwszą porażkę inaczej. Wchodzi w pierwszą wielką decyzję życiową inaczej. I wchodzi w dorosłą samotność, kiedy ta przyjdzie — bo kiedyś przyjdzie — inaczej.

Bo nawet kiedy nikogo obok nie ma, ono ma siebie. A skoro samo siebie kocha — to nigdy nie jest tak naprawdę samo.

W naszym przedszkolu uczymy Dzieci kochać siebie. To jest być może najprostsza rzecz, którą robimy. I jednocześnie najgłębsza. Bo jeśli to się uda — udało się wszystko. A reszta ułoży się sama.


Zobacz reel z naszego przedszkolnego rytuału →

Rekrutacja trwa

Zapraszamy do kontaktu