W naszym przedszkolu raz w tygodniu, w każdej z grup starszaków, dzieje się coś, co my, dorośli, traktujemy bardzo serio — Trening Umiejętności Społecznych. W skrócie: TUS. Dla Dzieci to jedne z ulubionych zajęć. Dla nas — jedne z najważniejszych w całej naszej ofercie. Bo na TUS-ie ćwiczy się to, czego nie ćwiczy się prawie nigdzie indziej w przedszkolu — umiejętność funkcjonowania w grupie.
To brzmi jak coś oczywistego. Przecież Dziecko jest w grupie codziennie, od ósmej rano do siedemnastej. Czego więcej można jeszcze uczyć? Otóż bardzo dużo. Bo „przebywanie w grupie” i „funkcjonowanie w grupie” to są dwie zupełnie różne rzeczy. Pierwsze przychodzi z biologii. Drugie — z treningu. Drugie nie powstaje samo z siebie.
W tym artykule chcemy opowiedzieć, co konkretnie dzieje się na naszym TUS-ie, czego Dziecko się tam uczy, dlaczego to ma znaczenie znacznie większe, niż się wydaje, i co Państwo, jako Rodzice, mogą z tej naszej pracy podchwycić w domu. Bo o ile TUS nazywa się „treningiem umiejętności”, to w gruncie rzeczy jest treningiem życia. A życie zaczyna się w grupie.
Co to jest TUS
Trening Umiejętności Społecznych jest metodą terapeutyczną, którą wprowadzono pierwotnie do pracy z dziećmi z trudnościami społecznymi — z dziećmi w spektrum, z dziećmi z trudnościami w komunikacji, z dziećmi po doświadczeniach trudnych. Z czasem, kiedy zauważono, jak skuteczna jest ta metoda, zaczęto ją stosować szerzej — w szkołach, w przedszkolach, w grupach typowych. Bo okazało się, że to, czego TUS uczy, przyda się każdemu Dziecku.
W naszym przedszkolu prowadzimy TUS w wybranych grupach — Mędrki, Elfy, Skrzaty — w cyklach dostosowanych do wieku. To są zajęcia ustrukturyzowane, prowadzone przez przeszkolonego pedagoga, w stałym dniu tygodnia, w stałym formacie. Każde zajęcia mają swój temat, swoją scenkę, swoją grę, swoje podsumowanie. Dziecko wchodzi w to bardzo szybko, bo struktura daje mu poczucie bezpieczeństwa — wie, czego się spodziewać, kiedy będzie zabawa, kiedy rozmowa, kiedy refleksja.
Podstawowe cele TUS-u, które wymieniamy w naszych dokumentach edukacyjnych, brzmią dość sucho: rozwijanie umiejętności społecznych, doskonalenie współpracy w grupie, kształtowanie adekwatnych reakcji społecznych. Ale za każdym z tych pojęć kryje się ogromne pole konkretnych umiejętności. I w naszych zajęciach każda z nich dostaje swoją chwilę uwagi.
Współpraca, która nie powstaje sama
Zacznijmy od tego, co w nazwie zajęć jest najczęściej mylone. „Współpraca w grupie” brzmi jak coś, co się dzieje, kiedy postawimy obok siebie kilkoro Dzieci. Niestety nie. Jeśli postawi się obok siebie kilkoro Dzieci bez żadnej struktury i poprosi o współpracę, najczęściej zobaczy się równoczesne, ale zupełnie niezależne działanie kilkorga osób. Każde robi swoje. Czasem się zderzą. Czasem się zignorują. Współpraca — w sensie, w którym chcielibyśmy ją widzieć u dorosłego pracownika, członka zespołu, w grupie projektowej — wymaga konkretnych umiejętności.
Trzeba umieć słuchać innych. Trzeba umieć poczekać na swoją kolej. Trzeba umieć zrezygnować z własnego pomysłu, jeśli grupa wybrała inny. Trzeba umieć się dogadać, kiedy są dwa różne pomysły. Trzeba umieć zauważyć, że ktoś z grupy potrzebuje pomocy. Trzeba umieć poprosić o pomoc, kiedy się jej potrzebuje. Każda z tych umiejętności jest osobnym kawałkiem pracy. A współpraca to jest dopiero ich suma.
Na TUS-ie ćwiczymy je po jednej. W jednych zajęciach skupiamy się na słuchaniu — bawimy się w „głuchy telefon”, w którym Dziecko musi powtórzyć, co usłyszało od koleżanki, dokładnie tak, jak usłyszało. W innych zajęciach ćwiczymy czekanie — gramy w grę, w której każde Dziecko musi czekać, aż wszyscy zrobią swój krok. W jeszcze innych — negocjowanie. Mamy dwa pomysły na to, gdzie wybrać się jutro na spacer. Jak wybierzemy jeden? Większością głosów? Losowaniem? Kompromisem? Każda decyzja jest okazją do uczenia się.
Patrząc na to z boku można odnieść wrażenie, że to są banalne zabawy. I są banalne. Ale to właśnie w tej banalności kryje się ich siła. Bo Dziecko, które przez sto razy w grupie ćwiczyło, jak się dogadać, kiedy jest niezgoda — w stu pierwszym razie zrobi to bez wysiłku. To wejdzie w jego krew. A kiedy w pierwszej klasie szkoły podstawowej trzeba będzie się dogadać z grupą podczas pracy projektowej — Dziecko z TUS-em za sobą zrobi to lepiej. Dziecko bez TUS-u — będzie się tego dopiero uczyło, w trudniejszych warunkach, z gorszą informacją zwrotną.
Reakcje społeczne — co znaczy „adekwatne”
Drugim filarem TUS-u jest „kształtowanie adekwatnych reakcji społecznych”. To pojęcie warto rozłożyć, bo jest fundamentalne.
Adekwatna reakcja to reakcja, która pasuje do sytuacji. Czyli — kiedy ktoś nas pochwali, mówimy „dziękuję” (a nie wycofujemy się ze wstydu albo się chełpimy). Kiedy ktoś nas obrazi, reagujemy proporcjonalnie (a nie wybuchamy płaczem albo nie rzucamy się z pięściami). Kiedy ktoś z grupy płacze, podchodzimy z pomocą (a nie ignorujemy albo nie naśmiewamy się). Kiedy chcemy się włączyć do zabawy, pytamy (a nie wpychamy się siłą).
Każda z tych reakcji jest dla dorosłego oczywista. Ale dla Dziecka w wieku przedszkolnym oczywista nie jest. Dziecko musi się ich nauczyć. I uczy się ich obserwacją, naśladowaniem, próbą i błędem. W chaosie typowego dnia przedszkolnego ta nauka odbywa się przy okazji — i przeważnie skutecznie. Ale przy niektórych Dzieciach „przy okazji” nie wystarcza. Niektóre Dzieci potrzebują dodatkowego, ustrukturyzowanego treningu. I właśnie do tego służy TUS.
Na zajęciach odgrywamy scenki. Co robisz, kiedy chcesz dołączyć do innych dzieci, które już się bawią? Co robisz, kiedy ktoś zabiera ci klocek? Co robisz, kiedy widzisz, że młodsze dziecko płacze? Co robisz, kiedy nauczycielka zwraca ci uwagę? Każda scenka jest grana w grupie, omawiana, czasem przegrywana ponownie z innym wariantem. Dzieci uczą się rozpoznawać własne emocje, nazywać je, regulować, wybierać konkretne strategie reagowania.
To jest niezwykła nauka. Bo Dziecko po raz pierwszy w życiu zaczyna mieć narzędzia, których wcześniej nie miało. Może wybrać, jak zareagować. Może spojrzeć z boku na siebie i zauważyć, że ma kilka opcji. To jest pierwszy krok do dojrzałości emocjonalnej, której pełnię osiąga się dopiero w dorosłości — ale której fundament kładzie się właśnie tutaj.
Atmosfera szacunku — niewidoczny składnik
Jest jeszcze jeden element TUS-u, którego rolę często się niedocenia, a który dla nas jest absolutnie kluczowy. Atmosfera szacunku.
Na TUS-ie nie ma głupich pytań. Nie ma głupich odpowiedzi. Nie ma odpowiedzi „złych”, za które dziecko mogłoby się zawstydzić. Każda reakcja, każda wypowiedź, każda decyzja Dziecka jest traktowana jak materiał do wspólnej pracy — nie jako test, w którym Dziecko może zdać albo oblać. Dziecko, które na TUS-ie powie, że nie wie, jak zareagować — usłyszy „to świetnie, że to mówisz, popatrzmy razem, jakie są opcje”. Dziecko, które na TUS-ie zachowa się niespodziewanie — nie zostanie napomniane. Zostanie zaproszone do refleksji.
Ten ton nie powstaje sam. Wymaga konkretnej pracy pedagoga prowadzącego zajęcia, który musi pokazać Dzieciom — a jednocześnie nauczycielom, którzy uczestniczą w zajęciach — że tu, w tym formacie, każdy ma prawo do błędu. I że błąd jest nie problem do ukrycia, tylko zaproszenie do nauki.
Ten klimat udziela się Dzieciom. Po kilku miesiącach TUS-u widzimy, że nasze starsze grupy zaczynają same używać tego tonu poza zajęciami. Kiedy ktoś robi coś niezręcznego, zamiast wyśmiać — pytają „a dlaczego tak?”. Kiedy ktoś nie wie, jak zareagować, zamiast naciskać — proponują „zrób tak, jak nam się wydaje dobre, a ja ci pomogę”. To jest poziom relacji, który w klasie szkolnej rzadko się widuje. A u nas pojawia się jako efekt uboczny — bardzo mile widziany — naszej pracy.
Dlaczego to ma znaczenie poza przedszkolem
Tu chcemy być z Państwem konkretni, bo to jest pytanie, które pojawia się często. „Czy mojemu Dziecku TUS jest naprawdę potrzebny? Ono dobrze sobie radzi społecznie.”
Naszym zdaniem — tak, jest potrzebny. I nie chodzi o to, że bez TUS-u Dziecko będzie miało trudność. Chodzi o to, że z TUS-em Dziecko będzie miało przewagę. Bo dorosłe życie — niezależnie od tego, jak się ułoży — będzie życiem w grupie. W rodzinie. W szkole. W pracy. W zespole projektowym. W stowarzyszeniu rodziców. W społeczności sąsiedzkiej. Wszędzie tam, gdzie Dziecko będzie funkcjonowało jako dorosły, będzie funkcjonowało w grupie.
Umiejętność funkcjonowania w grupie jest dziś, w XXI wieku, jedną z najważniejszych kompetencji życiowych. Wszelkie badania nad tym, co decyduje o powodzeniu człowieka w dorosłym życiu — o szczęściu, o karierze, o relacjach — pokazują niezmiennie to samo: nie iloraz inteligencji, nie umiejętności techniczne, nie wykształcenie. Tylko to, co socjologowie nazywają „inteligencją społeczną” albo „kompetencją relacyjną”. Ludzie, którzy umieją funkcjonować z innymi ludźmi, są szczęśliwsi i odnoszą więcej sukcesów. Punkt.
Ta kompetencja, jak wszystko, da się ćwiczyć. I — jak wszystko — najlepiej ćwiczy się w wieku przedszkolnym, kiedy mózg jest najbardziej plastyczny i kiedy każda interakcja zostawia najgłębszy ślad. Dziecko, które w wieku pięciu lat nauczyło się czekać na kolegę, słuchać przyjaciółki, dogadywać się w spornej sprawie — wchodzi w szkołę z fundamentem, którego ich szkolni rówieśnicy bez TUS-u nie będą mieli. Ta przewaga zostanie z nim na lata.
Co Rodzic może zrobić w domu
TUS w przedszkolu jest jednym kawałkiem tej pracy. Drugim — równie ważnym — jest dom. Bo Dziecko jest w grupie nie tylko w przedszkolu. Pierwszą i najważniejszą grupą Dziecka jest jego własna rodzina.
Pierwsza praktyka — gry planszowe. Wspólne. Z dorosłymi i z młodszym rodzeństwem, jeśli takowe jest. Gra planszowa jest najtańszym, najprostszym i najsprawniej działającym treningiem podstawowych kompetencji społecznych. Trzeba czekać na swoją kolej. Trzeba przegrywać z godnością. Trzeba wygrywać bez chwalenia się. Trzeba grać uczciwie. Wszystkie te kompetencje TUS-u ćwiczą się wtedy mimochodem. Pół godziny gry trzy razy w tygodniu — i Dziecko ma w domu naturalny, ciągły TUS.
Druga praktyka — wspólne projekty domowe. Pieczemy razem ciasto. Sadzimy razem rośliny. Sprzątamy razem garaż. Każdy ma swoją część. Każdy musi się zsynchronizować z innymi. Każdy ma chwilę słabszą — i wtedy ktoś inny pomaga. To są dokładnie te same kompetencje co na TUS-ie, tylko w realnej życiowej oprawie.
Trzecia praktyka — rozmowa o sytuacjach społecznych. Kiedy Dziecko opowiada Państwu o czymś, co zdarzyło się w przedszkolu, zamiast od razu osądzać, można zapytać: „A co byś zrobił, gdyby to znowu się stało?”. Albo: „Jakie były inne możliwości?”. Te pytania uruchamiają w Dziecku ten sam mechanizm, który ćwiczymy na TUS-ie — refleksję nad reakcjami społecznymi, świadomość, że są różne opcje, wybieranie najlepszej.
I czwarta praktyka, najważniejsza — bycie dla Dziecka modelem. Bo Dziecko obserwuje. Patrzy, jak Państwo reagują, kiedy się denerwują. Patrzy, jak rozmawiają z partnerem, z sąsiadem, z ekspedientką. Patrzy, jak rozwiązują konflikty. I to, co widzi u Państwa, koduje się w nim głębiej niż jakikolwiek TUS. My ćwiczymy w przedszkolu — Państwo modelujecie w domu. Razem działamy.
Po co to wszystko
Bo Krasnoludki, które kończą u nas przedszkole, idą w pierwszą klasę szkoły podstawowej z czymś, co dla nas jest najcenniejszym darem, jaki możemy im dać. Idą z umiejętnością bycia w grupie. Z umiejętnością, której nie da się ani szybko zbudować, ani łatwo nadrobić — a której znaczenie w ich życiu będzie ogromne.
Wiemy, że nasze Krasnoludki różnie się ułożą w życiu. Jedne zostaną programistami, drugie aktorkami, trzecie lekarkami, czwarte krawcami, piąte nauczycielkami, szóste rolnikami. Każdy znajdzie swoje miejsce. Ale we wszystkich tych miejscach — bez wyjątku — będzie potrzebna umiejętność funkcjonowania z innymi ludźmi. Umiejętność słuchania. Umiejętność dogadywania się. Umiejętność współpracy.
Mamy nadzieję, że nasi absolwenci, kiedy w dorosłym życiu staną przed jakąś trudną sytuacją grupową — w pracy, w rodzinie, w społeczności — będą mieli w głowie cichy ślad swojego dziecięcego TUS-u. Ślad, który podpowie im: byłem już kiedyś w grupie. Wiem, jak słuchać. Wiem, jak czekać. Wiem, jak się dogadać. Dam radę i z tym.
Bo nauka przez zabawę to coś, co Krasnoludki lubią najbardziej. My dorośli wiemy, że nauka przez zabawę jest też jedyną nauką, która naprawdę zostaje na całe życie.